printlogo
· Życie bogate i twórcze
biografia Marka Kotańskiego

On zaś chcąc się usprawiedliwić,
rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim?
A Jezus, nawiązując do tego, rzekł:
Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha
I wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili
i odeszli, zostawiając go na wpół umarłego.
Przypadkiem drogą tą szedł jakiś kapłan
I zobaczywszy go, przeszedł mimo.
Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce
I zobaczył go, przeszedł mimo.
Pewien zaś Samarytanin podróżując tędy, podjechał do niego
I ujrzawszy, ulitował się nad nim.
I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem,
Po czym wsadził go na swego osła, zawiózł do gospody i opiekował się nim.
A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim
A co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci.
Który z tych trzech, twoim zdaniem, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców?
A on rzekł: Ten, który ulitował się nad nim.
Rzekł mu Jezus: Idź i ty czyń podobnie.
Marek Kotański urodził się w Warszawie 11.03.1942 w rodzinie o bogatych tradycjach humanistycznych. Matka Ludwika i ojciec Wiesław, profesor i twórca wydziału japonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, mieli duży wpływ na kształtowanie się jego osobowości, na ustalenie systemu wartości oraz światopoglądu. W domu otwartym dla każdego potrzebującego pomocy rozwijał się ten szczególny rodzaj empatii, wrażliwości i otwartości Marka, który wpłynął na dokonywane przez niego na przestrzeni całego życia wybory oraz działania.

Ojciec Marka, Wiesław, był wybitnym japonistą i psychologiem z zamiłowania. Opowiadał Markowi o psychoanalizie oraz teorii Otto Ranka. W rodzinnym otoczeniu młodego chłopca znajdowało się kilku krewnych, zajmujących się praktycznie psychologią. Jego wuj był psychologiem przemysłowym, a ciotka – Sabina Kosmala - pracowała w poradni zdrowia psychicznego jako psycholog dziecięcy. Prowadziła też dla dzieci świetlicę.

Atmosfera domu rodzinnego wpłynęła bardzo pozytywnie na Marka, kształtując jego altruistyczną postawę. Jak wspomina, odczuwał silną potrzebę opiekowania się innymi ludźmi. W domu były też kultywowane tradycje patriotyczne oraz działalności społecznej.

W 1960 roku Marek ukończył Liceum Ogólnokształcące w Warszawie, na Żoliborzu, a następnie wybrał studia psychologiczne w ramach Wydziału Pedagogicznego na Uniwersytecie Warszawskim. Inspirowały go idee pedagogiczno – wychowawcze Janusza Korczaka oraz Antoniego Makarenki. W czasie studiów patronem i opiekunem Marka był profesor Janusz Reykowski, specjalizujący się w psychologii osobowości. Spośród grona profesorskiego szczególny wpływ wywarli na niego prof. Tadeusz Tomaszewski oraz prof. Maria Żebrowska, prowadząca zajęcia z psychologii wychowawczej. Marek wspominał, że „przypominała mu owe legendarne kobiety, które poświęcały swoje życie dla innych”.

W czasie studiów Marek brał udział w Ruchu Młodych Wychowawców. Ruch ten był interdyscyplinarny. Skupiał osoby z różnych kierunków studiów, które chciały służyć innym swoją pomocą. W czasie wakacji organizowane były obozy dla sierot i Marek brał w nich udział jako wychowawca. Równolegle podjął pracę jako wolontariusz w szpitalu psychiatrycznym przy ul. Dolnej. Poznawał tam świat pacjentów cierpiących na zaburzenia i choroby psychiczne. Inspirowała go metoda terapeutyczna amerykańskiego psychiatry E.Rosena. W czasie studiów jako wolontariusz poznawał też pracę oddziału dla alkoholików przy ul. Kolskiej. Studia ukończył z bardzo dobrymi notami.

Następnie, w 1974 roku, Marek Kotański podjął pracę jako psycholog-terapeuta na oddziale dla osób uzależnionych w Szpitalu Psychiatrycznym w Garwolinie koło Warszawy. W tym okresie zwiększała się intensywnie ilość osób uzależnionych od narkotyków. Byli to przeważnie młodzi ludzie, poniżej trzydziestego roku życia, którzy narkotyki uzyskiwali poprzez włamania do aptek. Liczba osób uzależnionych znacznie wzrosła, gdy w roku 1976 narkomani w naszym kraju opracowali metodę otrzymywania heroiny ze słomy makowej. Był to słynny polski „kompot”.

Na oddziale odwykowym w Garwolinie stosowano z jednej strony tradycyjne metody medyczne- leczenie przy pomocy środków farmakologicznych, z drugiej zaś oddziaływania psychologiczno-terapeutyczne.

Marek Kotański próbował pracować z młodymi narkomanami metodami psychoterapii. Szybko jednak zorientował się, że do tej grupy pacjentów klasyczna psychoterapia nie dociera. Osoby otwierały się, twierdziły, że nie będą już powracać do nałogu, po czym znowu intensywnie brały narkotyki. Poszukując rozwiązania tego poważnego impasu Marek natrafił na opis działania amerykańskiej wspólnoty „Synanon”, leczącej narkomanów, która została założona przez Charlesa Dedericha. Opierając się na tym wzorcu postanowił stworzyć dla osób uzależnionych od narkotyków nowe miejsce leczenia.

15 października 1978 roku wraz z grupą pacjentów oraz częścią kadry ze Szpitala w Garwolinie Marek przeniósł się do zrujnowanego dworku w Głoskowie, na Mazowszu.

Pracował tam intensywnie nad stworzeniem nowego modelu leczenia narkomanii, który nosi nazwę społeczności terapeutycznej. Intensywny wysiłek przyniósł pomyślne rezultaty. Narkomania- choroba uznawana dotychczas za nieuleczalną- została powstrzymana. Pewna ilość pacjentów zakończyła z powodzeniem dwuletni cykl terapeutyczny i utrzymywała abstynencję.

Głosków stał się ośrodkiem-matką dla powstawania innych tego typu placówek w Polsce.

W Głoskowie odbywały się pierwsze szkolenia dla osób, które pragnęły pracować z narkomanami. Wyleczeni pacjenci, absolwenci ośrodka, zwani neofitami, pomagali w zakładaniu szeregu placówek na terenie kraju.

Marek Kotański zmierzał do stworzenia stowarzyszenia na rzecz przeciwdziałania narkomanii. Pragnął, aby miało ono formę szerokiego ruchu społecznego. Wraz z gronem swoich współpracowników, sympatyków i byłych pacjentów powołał MONAR. Ruch MONAR został zarejestrowany jako stowarzyszenie i w grudniu 1981 roku zostało zawarte porozumienie pomiędzy MONAR-em a Ministerstwem Zdrowia i Opieki Społecznej.

Wobec rosnącej lawinowo w kraju liczby osób uzależnionych od narkotyków, Marek zmierzał do powoływania nowych ośrodków.

W lutym 1982 roku został założony drugi ośrodek MONAR-u w Zaczerlanach koło Białegostoku. Po nim kolejno powstawały ośrodki w Sokolnikach koło Łodzi, w Zbicku koło Opola, w Rożnowicach koło Poznania, we Wrocławiu, w Gdańsku-Matarni, w Zapowiedniku koło Gdańska, w Ostrołęce. Ogółem w latach 1982-86 powstało ich czternaście.

Marek, kierując Stowarzyszeniem MONAR, potrafił znakomicie negocjować z władzami i organami administracyjnymi w terenie, uzyskiwał od nich różne budynki. Znaczna część tych budynków wymagała sporego remontu, część była w lepszym stanie. Marek wykonywał bardzo ważną pracę organizacyjną, rozwijając sieć placówek leczenia narkomanii.

Obok tworzenia nowych ośrodków Marek w tym okresie przyczynił się w ogromnej mierze do powoływania poradni dla osób uzależnionych, zwanych Punktami Konsultacyjnymi MONAR. Sieć tych poradni objęła największe miasta w Polsce. Osoby uzależnione mogły otrzymać tam pomoc, poradę, konsultację i skierowanie do ośrodka.

Marek był świadom faktu, iż narkomania młodego pokolenia wyrasta na gruncie zaburzonych relacji rodzinnych, szkolnych, społecznych. Uważał, że niezbędna jest zmiana społecznej mentalności, stylu życia, sposobu spędzania wolnego czasu, zmiana systemu wartości, by chronić młodzież przed negatywnym wyborem, jaki stanowią narkotyki.

W związku z tym zainicjował w 1985 roku ogólnopolski Ruch Czystych Serc. Ruch skupiał młodzież szkolną, inspirując ją do podejmowania działań na rzecz innych, do kształtowania pozytywnych wzorców życia w wolności od używek.

W ramach Ruchu Czystych Serc Marek Kotański zorganizował i przeprowadził szereg profilaktycznych i solidarnościowych akcji. O tych działaniach szerzej informują autorzy kolejnych artykułów, zamieszczonych w książce.

Od połowy lat osiemdziesiątych coraz poważniejszym problemem stawała się rosnąca liczba osób uzależnionych od narkotyków, zakażonych wirusem HIV. Z inicjatywy Marka Kotańskiego powołano ośrodek w Zbicku koło Opola dla tego typu pacjentów. Marek zabiegał o regularną współpracę z władzami w dziele powstrzymania rozwoju HIV/AIDS. Wraz z Zofią Kuratowską oraz Mikołajem Kozakiewiczem powołał Stowarzyszenie „Solidarni PLUS”. Dążył do tworzenia ośrodków dla osób żyjących z wirusem HIV. Na początku lat dziewięćdziesiątych napotkał na silny sprzeciw mieszkańców okolic, gdzie były sytuowane ośrodki (Głosków, Kawęczyn, Rembertów). Dochodziło do czynnych działań z użyciem przemocy. Marek spotkał się z osobistymi, fizycznymi atakami.

Nietolerancyjna, lękowa i agresywna postawa społeczeństwa wobec osób żyjących z wirusem HIV stopniowo ulegała zmianie. Markowi powiodło się założenie kilku osad dla osób z HIV/AIDS, między innymi w Lutynce, Wandzinie i Jelenim Ruczaju.

Kolejnym problemem, który Marek podjął w niestrudzonej służbie na rzecz bliźnich, był problem bezdomności. Przemiany ustrojowe roku 1989, wkroczenie reguł gospodarki kapitalistycznej spowodowało, iż rosła liczba osób pozbawionych mieszkania i środków do życia.

Pierwszym krokiem w kierunku pomocy dla tych ludzi stał się dom-noclegownia na Kabatach w Warszawie, drugim udostępnienie łaźni na Dworcu Centralnym. Następnie, z inicjatywy i pod kierunkiem Marka, organizowano kolejne placówki opiekuńcze. Przyjęły one formę, określaną jako Centrum Pomocy Bliźniemu MONAR-MARKOT Pierwsze takie centrum powstało w roku 1995 przy ul. Marywilskiej w Warszawie. Sieć placówek dla osób bezdomnych o nazwie „MONAR-MARKOT” rozwijała się w latach 90-tych równie szybko, jak w poprzedniej dekadzie rozwijały się placówki dla narkomanów.

W tych ośrodkach znalazły dla siebie miejsce grupy dyskryminowanych, odrzucanych często społecznie osób: kobiety z dziećmi- ofiary przemocy w rodzinie, osoby, które opuściły zakłady karne, uchodźcy.

Marek, mimo upływu lat, pracował bardzo intensywnie. Nie zważał na stan swego zdrowia. Ciało wysyłało sygnały, świadczące o przemęczeniu. Marek przeszedł operację serca. Jednak na miejsce rekonwalescencji wybrał nie zaciszne sanatorium, lecz jeden z ośrodków dla bezdomnych.

W swojej życiowej filozofii Marek zbliżał się coraz bardziej do wartości religijnych. Idea działania dla dobra innych, idea bezinteresownej pomocy bliźniemu, „dawania siebie innym” kierowała go ku naukom i postaci Jezusa Chrystusa. Znalazło to bezpośrednie odzwierciedlenie w publicznych wypowiedziach Marka. Zauważył on, iż nie można w sposób pozytywny zmienić ani człowieka, ani społeczeństwa bez wartości duchowych . Dlatego mówił: „Ja postawiłem na Jezusa”. Wartości duchowe wkraczały wyraźnie na teren ośrodków MONAR-MARKOT. W Centrum Pomocy Bliźniemu w Warszawie mieszkańcy wykonali sporych rozmiarów figurę „JEZUSA Z RIO”, która zdobi dziedziniec. Tę ewolucję postawy Marka dostrzegł Kościół Katolicki. Konferencja Episkopatu Polski w maju 2001 roku z zainteresowaniem przyjęła informację o działaniach Ruchu Czystych Serc i w pełni go poparła.

Markowi stawały się coraz bliższe idee franciszkańskie i ekumeniczne. Zamierzał utworzyć ośrodki dla ludzi młodych, położone wśród natury, które nawiązywałyby do postaci Świętego Franciszka z Asyżu. Planował powołanie Europejskiego Centrum Ekumenicznego Młodzieży.

Inną formą społecznych działań Marka miały być osady „VICTORIA KOTAN”, kultywujące wzorce pozytywnego, zdrowego życia.

Tych planów, niestety, Marek nie zdołał zrealizować. Zmarł w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym w dniu 19 sierpnia 2002 roku, w drodze powrotnej ze spotkania w jednym z domów dla ludzi bezdomnych.

Marek Kotański był wielokrotnie wyróżniany i nagradzany. Wśród jego nagród między innymi znajdują się: Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Order Uśmiechu, Medal Brata Alberta, Nagroda Świętego Jerzego, Tęczowy Laur, Kryształowe Zwierciadło, Nagroda Wiktora (dwukrotnie). W roku 2002 Marek został mianowany do Wiedeńskiej Nagrody Narodów Zjednoczonych za szczególne osiągnięcia w dziedzinie przeciwdziałania narkomanii, przestępczości oraz terroryzmowi. Pośmiertnie Markowi Kotańskiemu przyznano Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Na zakończenie tego wprowadzenia pragnę przytoczyć jeszcze wypowiedź samego Marka na temat prywatnej strony jego życia: „Marek Kotański prywatnie? Jest taki Marek, który wraca rozgoryczony. Wtedy u progu wita mnie moja żona i moja córka, która ma 19 lat – fajna, śliczna dziewczyna. Pyta mnie „Co słychać, tato?”. Kiedy przychodzę do domu, biorę swego psa Labradora. Wyruszam z nim na spacer i wtedy odżywam. Słyszę szum liści i jestem w ciemności. Idę na przykład nad Wisłę. Regeneruję się. Ale mam ogromnie dużo załamań i stresów. I w gruncie rzeczy, mimo iż wydaję się być człowiekiem twardym, to jestem dość delikatnej struktury wewnętrznej”.

    71912  odsłon