<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest czwartek, 21 listopada 2019, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:9335

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:75
W tym miesiącu:29080
W tym roku:375264
Ogólnie:3520051

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - ... 23 - 24 - 25 [+1 +10]

Do dołu
Żona narkomana
  • Posted: 13.11.2015, 10:26
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja jestem konsekwentną osobą - teraz np. K za 2 m-ce będzie mógł wyjść na przepustkę z opiekunem (jakoś sobie tego nie wyobrażam!) i cieszy się, że czas tak szybko płynie. Więc pytam go "A gdzie przyjedziesz?", na co on: "Jak to, gdzie? Do Ciebie" Więc mu grzecznie wyjaśniłam, że nie ma takiej możliwości, wyprowadził się, zrezygnował ze mnie, z naszej rodziny i ja go na noc nie przyjmę. Do dzieci przyjść może nawet cały dzień z tym opiekunem pod moją kontrolą. Może sobie robić obiad (nawet kupie jedzenie), ale na litość boską nie przenocuję go, a ni obcej mi osoby! Jego matka też jakoś tego nie widzi (ale ona dużo mówi, a robi zupełnie coś innego - to zupełnie inna historia). Moim podstawowym warunkiem był detoks i roczna terapia - póki co trzyma się, choć dzwoni i mówi jak mu ciężko i przeżywa chwile załamania, ale ma społeczność, terapeutów i swoją motywację. Zagroziłam mu (przed podjęciem walki), że nie dam mu dzieci już nigdy więcej, że będzie musiał przyjść z policją i udowodnić, że jest czysty. I już nie przyszedł po dzieci, wolał zaćpać na umór. A potem podjął wyzwanie. Bardzo bym chciała, aby mu się udało. Ale mimo to nie wiem czy będziemy ze sobą, nie widzę tego, boję się i od dawna nie tęsknie... Jak się zakochuje to cała i bezgranicznie - dałam mu to, a on z tego zrezygnował i nie chcę mu dać tego drugi raz. Rany są świeże i może nigdy się nie zagoją. Ale wiem jak mam postępować. Twarda miłość i konsekwencja. On też się zadłużył w ciągu 6 miesięcy... Potężne kwoty... Ale mam rozdzielność majątkową i ani złotówki nie dołożę do jego długów, mam na kogo wydawać :)
  • Posted: 13.11.2015, 16:26
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    To normalne procedury w czasie leczenia, właśnie jedna z profitów w leczeniu i zarazem przygotowywaniem do konfrontacji z rzeczywistością jest wyjazd do domu z opiekunem, którym jest albo terapeuta albo z pacjentem który ma już dobrze zaawansowaną terapie krótko przed opuszczeniem ośrodka. Oczywiście ze jak Ty go nie przyjmiesz to pojedzie tam gdzie mieszał przed leczeniem czyli pewnie mamy? Oczywiście że długi sam musi spłacać itd. Fajnie ze masz rozdzielność majątkową dobrze ze to zrobiłaś super. Spokojnie z wszelkimi decyzjami na odpowiedni czas :) spokojnie pomału :).

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 15.12.2015, 11:58
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Witam,
    mam kryzys i to potężny!!! Jakiś czas temu napisałam list do K. że chcę ograniczyć kontakt do minimum - żadnych listów i tylko konieczne telefony. I jakoś to działa, bo po każdym telefonie czy liście chodziłam i myślałam, ciągła huśtawka nastrojów nie wpływała na mnie kojąco... Od miesiąca mój synek choruje i to mocno, już byłam z nim w szpitalu (7 dni), teraz jest nawrót choróbska (walczymy z ostrym zapaleniem krtani i w ogóle górnych dróg oddechowych). Jestem załamana, nie radzę sobie z tymi emocjami, z tym obciążeniem. Ciągle zaniedbuje swoją córkę. Wydzieram się z byle powodu. Chodzę cały czas przemęczona. Muszę pracować, bo nie będziemy mieli za co żyć. Chore dziecko zostawiam ze swoją matką (ale przecież to ja powinnam go doglądać, dbać o niego). Cały czas czuję wyrzuty sumienia, bo nie widziałam jak wypadły 2 mleczaki mojej córeczce, bo nie mam czasu wieczorem przeczytać jej bajki i położyć się obok kiedy zasypia (bo muszę dać leki małemu, ululać go, a że jest marudny to często kończy się to tym, że córcia zasypia z tego wyczekiwania). Studia pewnie pójdą w 4 litery, bo doby nie wydłużę... I tak wisi nade mną groźba szpitala z synem, tuż przed świętami i mam ochotę zadzwonić do niego i powiedzieć, żeby ruszył dupę, był prawdziwym mężczyzną, znalazł terapię gdzieś w pobliżu i wrócił, dbał o dzieci, bo kr.... ja nie mam już siły. Ch*j zostawił mnie ze wszystkim, pieprzony egoista wybrał dragi zamiast rodziny... Ale wiem, że go nie chcę, że musi przejść całą terapię, bo inaczej będę miała kolejny problem z niedoleczonym narkomanem i piekło zawita do mnie ponownie. Ale wiecie jest mi tak ku*ewsko ciężko i tak myśl, że drań skreślił wszystko i zostawił mnie w najgorszych momentach. Uznałam, że wezmę z nim rozwód, podzielę majątek. Bez względu na wszystko, bo nigdy więcej nie chcę przechodzić po raz przez polski wymiar sprawiedliwości. Przepraszam za wulgaryzmy, ale muszę sobie jakoś ulżyć...
  • Posted: 15.12.2015, 17:19
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Witam Cie serdecznie. Współczuję Ci bardzo,masz wszystko na głowie a na dodatek ta choroba syna, kurcze coś chyba jest w powietrzu złego bo tak samo Ewa bywalczyni tego forum też stale z synem w szpitalu przebywa i to samo co u Was. trudny bardzo to czas a na dodatek okres świat się zbliża i dołuje nas to ze nie jesteśmy razem jak te wszystkie niby zdrowe rodziny. Że nie mamy poukładane wszystkiego tak jak powinno to być, no ale co zrobić trzeba jakoś to ciągnąć nie mamy innego wyjścia, i damy rade bo jak nie my to kto? Dasz radę i miejmy nadzieje że wszystko się poukłada ze zdrowiem syna przed świętami a i córka jakoś to zniesie miejmy nadzieje, na święta sobie odbijecie miejmy nadzieję. A teraz bluzgaj tutaj jak najwięcej byle Ci ulżyło chociaż trochę, nie przejmuj si tymi wyrazami jak w dobrej wierze to nie ma problemu. chciałbym Ci pomóc ale nie mam innej możliwości jak tylko napisać kilka słów i dać nadzieje że to minie, że to przejściowy trudny okres. Każdy z nas miał podobnie i daliśmy rade i Ty tez dasz rade zobaczysz ze podołasz. My z zona to wierzący jesteśmy i wiele nam modlitwa też pomagała. Będę pamietał w modlitwie i wielu sił i szybkiego powrotu do zdrowia życzę.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 15.12.2015, 19:28
     
    mimika
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2013
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    05.11.16
    postów:
    199
    Witaj Ana,
    Jako była ale bardzo szczęśliwa żona narkomana na pocieszenie powiem, że kryzys to dobry znak, pozwala nam zachować czujność. U mnie pojawiają się one ciągle. Życie samotnej matki do lekkich nie należy. Na początku miałam wsparcie teściow ale z czasem zrobili się wygodni i o nas zapomnieli, rodziców mam daleko, pomagają ale nie zawsze też mogą. W kryzysie to jestem tak wściekły na swojego byłego męża ze jakby tak się natknął to by niezłe oberwał. Wiedzie sobie spokojne beztroski życie i wszytko ma w d.,pie a ja się dwoje i troje żeby było ok. Rola matki i ojca w jednym. Długo myślałam ze przegrała moja miłość z narkotykami. Jednak teraz już wiem, to nie ja przegrała, stawiam czoła i dumnie urocze dalej, nie mam sie czego wstydzić, dbam o syna zapewniam mu godne życie, miłość i opiekę, widzę jego postępy to jak rośnie i się uczy nowych rzeczy. To ja słyszę mamusiu kocham cię, dla tych momentów warto dawać radę, a on no cóż niech żałuje. To jego kara.



    "Nawet największa rozpacz ma stan przejściowy"
  • Posted: 15.12.2015, 20:44
     
    nowika83
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     styczeń 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    06.02.16
    postów:
    90
    hej Ana, jestem Magda, żona (mam nadzieje że już niedługo) narkomana, który w dupie ma leczenie, rodzinę, córkę i wszystko na co składa się życie. wiem jak bardzo jest Ci ciężko. Ból jest ogromny i wierz mi że zostanie z Tobą jeszcze długo choć nie wiem jak bardzo byś sobie nie wpierała że jesteś silna. PEWNIE ŻE JESTEŚ ale bolec będzie. mnie boli od roku. wcale nie mniej i dlatego nie wierzę nikomu kto mówi, że czas leczy ranu. gówno prawna - nie leczy poprostu uczysz się żyć z bólem. kazdy dzień, krok po kroku budujesz siebie, samą, nie dla dzieci dla siebie. bez narkomana, kłamstw, wyrzutów...przeszłam przez piekło, ono sie pewnie jeszcze nie skończyło bo rozwód wciąż przede mną (silnie uzależniona wierzłam głęboko że miłość wygra). zajebiście trzymam kciuki za każdego narkomana i wszyscy o tym wiedza na tym forum, bo ja kocham narkomana i wiem że ćpun był kiedys wpsaniałym człowiekiem, tylko się zgubił. ale jeszcze bardziej trzymam kciuki za Ciebie, za Twoje dzieci, wierz mi widzą i słysza wszystlko nawet to czego nie chcesz. buduj siebie, popatrz na siebie w lustrze, zobacz jak jestes wspaniała....i tak jak mówi moja Pani Psycha nie daj sie ciągnąć w dół...zero kontaktów, jeśli sa bo czasem musza być to oschłe, zimne bez emocji. trudne, ale mnie osobiście idzie coraz lepiej. damy radę, buziaki pisz do nas kiedy będzie źle.
  • Posted: 16.12.2015, 08:25
     
    aniaglogow
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     luty 2013
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.05.17
    postów:
    276
    Witaj Ana. W zasadzie dziewczyny napisały już wiele a ja nic więcej nie dodam oprócz tego,że masz prawo czuć się zmęczona i wściekła. To bardzo normalna reakcja i choć złość nie zawsze pomaga nam podejmować słuszne decyzje to napewno czasem trzeba spuścić z siebie parę. Chcesz krzycz, chcesz klnij ale rób to co daje Ci ulgę a wyciąganie ćpuna z osrodka napewno tego nie da. Wiem ze dasz radę chociaż teraz jest ciężko, dziecko choruje i nie masz wsparcia ale tak ma wiele kobiet, które nie mają ćpunów w osrodkach. Tak zyje wiele matek, żon i samotnych kobiet. To sytuacja przejściowa i tak też ją potraktuj. Wiem czytając Twoje wcześniejsze posty o tym ,ze dobrze kierujesz swoim życiem. Bierzesz udział w terapii i radzisz sobie z tym wg mnie wspaniale. Dziewczyny z forum też przechodzą swoje ale z dnia na dzień jakoś lepiej sobie z tym radzą co widać czytając posty z początku ich bycia tutaj na forum. Ja akurat jestem matką narkomana ( od 3 lat trzeźwy) i mam inne spojrzenia na ten problem ale staram Cię wspierać i trzymam kciuki za Twoją rodzinę.


    Z całym swym zakłamaniem,znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piekny...
  • Posted: 16.12.2015, 12:52
     
    Siostryczka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     wrzesień 2013
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    09.02.16
    postów:
    588
    A ja będę adwokatem diabła...
    Ana masz kryzys i masz do niego święte prawo. Sytuacja fatalna, obciążenie ogromne. Nie mniej jednak, gdyby nawet był cudownym mężem, nieuzależnionym i aktualnie leżał w centrum onkologii na ciężkiej chemii, czy również pałałabyś do Niego taką nienawiścią? Miałabyś pretensje do Niego, że Go przy Tobie nie ma? Uzależnienie jest chorobą. Jest chorobą NIEZAWINIONĄ. Może dotknąć absolutnie KAŻDEGO. Problem w tym, co "dotknięty" z tym zrobi. Twój Dotknięty się leczy. Robi to, co do Niego należy. Tak samo, jak musiałby się poddać operacjom, czy chemii przy nowotworze. Ochłoń trochę. Jeśli tylko masz możliwość, zresetuj się. Zrób sobie dwa trzy dni wolnego od wszystkiego albo tylko dla siebie, albo dla siebie i dzieci. Nie obwiniaj się, bo tu nie ma żadnej Twojej winy. Radzisz sobie tak, jak w tej sytuacji można najlepiej. I tak ogarniasz wszystko koncertowo, własnym kosztem niestety.
    Nie wiem, czy znasz historię mojego Brata, ale jest podobna do wielu tutaj. Od 15 do 29 roku życia jeden alkoholowo-narkotykowy poślizg kontrolowany, który przeszedł w niekontrolowany na koniec i skończył się 2 latami w psychiatryku w ciemnym lesie. Jeden ośrodek 6 miesięcy, gleba, drugi ośrodek 12 miesięcy. Niedługo będzie rok jak wyszedł i 2 lata jak jest trzeźwy. W międzyczasie rozwód. Bez wnikania w szczegóły raport bieżący: w ośrodku dorobił prawko C+E i uprawnienia do przewozu materiałów niebezpiecznych, po ośrodku od razu znalazł pracę jako kierowca w dobrej firmie i zamieszkał blisko ośrodka z drugim kolesiem po leczeniu, pojeździł pół roku i dwa miesiące temu ruszył na podbój Szwecji i Norwegii. Jest trzeźwy, ogarnięty, zarabia kupię kasy, zszedł się z żoną i żyją ze sobą lepiej niż kiedykolwiek, od kiedy są ze sobą. Uwierz, że moja Bratowa używała dużo cięższych określeń przeciwko niemu i pałała dużo gorętszą nienawiścią niż w Twoim ostatnim poście Ty do swego. Los bywa przewrotny. Boże plany są często lepsze niż nasze modlitwy. :*


    Errare humanum est, in errore perservare stultum.
  • Posted: 16.12.2015, 12:55
     
    Siostryczka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     wrzesień 2013
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    09.02.16
    postów:
    588
    Ana

    Wytrwaj! Warto. Ja Ci nie mówię "odpuść Mu" i padaj na kolana, bo się poszedł leczyć. Nie. Przetrwaj to leczenie, tak jak i On musi przetrwać. Potem będziecie decydować, co dalej. Uwierz mi, pobyt w ośrodku, to nie jest zielona szkółka. Tobie jest ciężko, bardzo ciężko, ale Jemu jest ciężej. A na pewno będzie, kiedy stanie w prawdzie i zobaczy, co zrobił ze swoim i z Waszym życiem. On nie jest na wakacjach i nikt tam nad nim się specjalnie nie rozczula. On grzebie w najboleśniejszych ranach swojej psychiki i wykonuje naprawdę ciężką pracę.
    Piszesz, że "wybrał" narkotyki. Ja na podstawie tylko i wyłącznie moich obserwacji teraz bym powiedziała, że trudno ocenić, na ile on wybrał narkotyki, a na ile narkotyki wybrały Jego. Chyba nikt, kto zaczyna "przygodę" z tym gównem nie planuje zrobić z siebie wraka, ruiny ze swojego życia, ranić bliskich, kraść, kłamać, manipulować, upodlić się, upaść na dno. Chodzi przecież tylko o fun, prawda? Będę się umiał kontrolować. To tylko dla fanu i rozluźnienia. Będzie mi z tym lepiej i innym będzie ze mną lepiej. Będzie zajebiście. Do czasu...



    napisany przez: Siostryczka, 16-12-2015 - 14:28

    Errare humanum est, in errore perservare stultum.
  • Posted: 16.12.2015, 17:13
     
    Siostryczka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     wrzesień 2013
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    09.02.16
    postów:
    588
    Mam chwilę czasu, to się jeszcze trochę poprodukuję. Żeby nie było, że mój Brat to jakiś ewenement na skalę krajową i wyjątek. Z ogromną satysfakcją obserwuję dalsze losy kilku osób, z którymi się zetknęłam podczas pobytów Brata w ośrodkach i naprawdę są ludzie, którzy DAJĄ RADĘ. Z pierwszego ośrodka koleżka rodem z Synów Mafii, wydawało mi się, że ten to się przed kryminałem kryje i "nie rokuje". Gówno prawda. Skończył terapię. Wyjechał za granicę. Ożenił się, ma córeczkę, dobrą pracę i żyje sobie, jak wzorowy obywatel. Z drugiego ośrodka chłopak, z którym Brat przez jakiś czas mieszkał po terapii. Powychodził z takich wiraży, że się w pale nie mieści, pracuje, wynajmuje mieszkanie, ma się na życie... I jeszcze kilka takich przykładów bym mogła podać. Nie ma rzeczy niemożliwych. Nie ma ludzi "nie rokujących".

    Errare humanum est, in errore perservare stultum.
  • Posted: 16.12.2015, 21:55
     
    soldus1402
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     listopad 2007
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.12.15
    postów:
    37
    Ludzie się zmieniają diametralnie i z nim może być podobnie. Ja robiłem gorsze rzeczy w przeszłości, a od kilku lat jesteśmy szczęśliwą rodziną, wychowujemy synów, mamy setki planów na przyszłość, które wcielamy w życie. I oczywiście są chwile, kiedy masz ochotę coś brać, ale trzeba to przezwyciężyć. A jak się nawet nie uda raz na parę lat, to zrobić wszystko, by tego nie powtarzać. Da się. Tyle, że nie ma do tego podręczników. Praca nad swoim wnętrzem jest najważniejsza i wykształcenie w sobie poczucia winy związanego z braniem narkotyków, które będzie większe od chęci wzięcia ich. U mnie tak to działa. Życzę wam wszystkiego dobrego.

    Muzyka
    Baudelaire Charles

    Muzyka mnie ogarnia niekiedy jak morze!
    Ku mojej gwieździe bladej
    Pod stropem mgły lub w puste eteru przestworze
    Rozpinam żagle.
  • Posted: 17.12.2015, 08:21
     
    Siostryczka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     wrzesień 2013
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    09.02.16
    postów:
    588
    Soldus

    Szacunek i gratulacje. Tobie również wszystkiego dobrego!
    Uwielbiam czytać takie "przekazy". Dają nadzieję. Dają moc.

    Errare humanum est, in errore perservare stultum.
  • Posted: 20.12.2015, 14:19
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale miałam dużo rzeczy do ogarnięcia...Lekarz, korki (trzeba jakoś dorabiać), przygotowanie do zaległych zaliczeń, zjazd na uczelni itd. Nawet nie miałam kiedy włączyć komputera. Ale powoli... Zacznę od tego, że nie jestem Matką Teresą! mam już w dupie stwierdzenie, że dam radę i muszę się trzymać! W pizdu z tym, bo nie daję rady z każdej strony mam dość. Chcę rzucić wszystko, tak po prostu pierdo***ć i położyć się i nigdy nie wstać! Jestem przeciążona! "Idź do przodu. Krocz z podniesioną głową. Stawiaj sobie wymagania. Dbaj o dzieci, one cie potrzebuja" Rób kurwa to rób tamto. A ja nie mam ochoty! Nie mam i już! Wstaję, bo muszę, ale rzygać mi się chce tym popierdolonym życiem. Tym, że czuję odpowiedzialność za drugiego człowieka! Chciałabym nic nie czuć. I proszę bez takich "Ile by Cię ominęło" A w ch*j z tym! Nie mam kurwa czasu usiąć i kurwa zwyczajnie nic nie robić, zakopać się pod koc i przestać myśleć!

    Józefie: wybacz, ale nienawidzę się, że muszę, że żyję bo muszę. A prawda jest taka, że nie mam na to ochoty.

    Mimika: tak życie samotnej matki jest kurewsko ciężkie, ja się na to nie pisałam i skurwysyna ostatnio mam ochotę skopać. Pojechać do niego i mu zwyczajnie wpierdolić. Ja już nie wiem czym jest miłość. I w dupie mam walkę. Jeszcze dostrzegam piękno małych chwil, ale już coraz mniej.

    Nowika: ćpun się nie gubi, on wybiera takie życie! I święte, piękne słowa: Ten kurewski ból nigdy nie minie, tylko uczymy się z nim żyć. Masz rację mylą się ci, którzy kłamią, że on mija z czasem!!!

    Aniu G: A co mi po tym, że wiele kobiet tak żyje? To ma być pocieszające? Że świat jest pełen chujów migających się od życia, odpowiedzialności i wsparcia??? I napisałam, że nie będę go wyciągała z ośrodka - to ja go znalazłam i wiele mnie kosztowało, żeby go tam zawieść. Cieszę się, że Twojemu synowi się udało. Oby jak najdłużej.

    Siostrzyczko: on wybrał świadomie narkotyki! Doskonale wiedział jak to się kończy. Przykładów również mogłabym mnożyć. Wiele rozmawialiśmy o ludziach, którzy poszli na dno przez to gówno. Mamy sąsiada, który ćpa? Młody chłopak 22 lata. K. doskonale wiedział co z człowieka robią dragi. Jaki odpowiedzialny facet ćpa, kiedy na świat wydał 2 dzieci! Czy ja go nienawidzę ? tak dziś i od kilku dni, kiedy już lecę na resztkach siły nienawidzę go, chciałabym, żeby nigdy nie zjawił się w moim życiu, chciałabym mu to wywrzeszczeć w ryj i powiedzieć, że jest najgorszym człowiekiem, jakiego spotkałam w swoim życiu. Zabrał mi wszystko. Wiem, że to choroba, z tym że raka się nie wybiera. A on wybrał dragi, tak po prostu zostawił mnie ze wszystkim, a jedyne czego chciałam to mieć szczęśliwą rodzinę. Byłam dumna z tego co osiągnęłam. Teraz liczy się tylko to, żeby mieć co włożyć do garnka, ja często nie jem bo nie będzie dla dzieci, bo nie mam ochoty. Żeby zapłacić za rachunki, żeby mieć na zakupy-jedzenie. Zrobić studia, bo wisi groźba, że mogę stracić pracę,a ten papier da mi możliwość zdobycia szybko innej roboty. Bo musze sama utrzymać dwójkę dzieci i zrobić wszystko, żeby już nigdy nie być od nikogo zależnym finansowo, bo wydawało mi się że nie jestem, ale ta sytuacja przerosła mnie! Na każdym poziomie.

    Soldus: Gratuluję. Cieszę się, że są takie osoby takie jak Ty. Dzięki temu istnieje nadzieja, że moje dzieci będą miały ojca. A mój koszmar choć w połowie zmaleje.

    Nie ma we mnie Nadziei, nie siły, woli walki. Chciałabym tylko przestać czuć...




    napisany przez: ana_rebeL, 20-12-2015 - 15:26
  • Posted: 20.12.2015, 16:58
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Zacznę może trochę anegdota pewno ją znasz bo to już z brodą no ale co ta. Wiesz jeden taki biegał na budowie z pustą taczką , majster pyta co ty robisz a on że jest taki zapierdol że nawet nie zdarzy załadować :) , tak mi się jakoś to na mózg rzuciło :) tak dla oderwania od rzeczywistości i mam nadzieję że chociaż troszkę zawitał uśmiech na twojej twarzy.
    Mam nadzieję że chociaż trochę Ci ulżyło po napisaniu tych słów, że wywaliłaś troszeczkę bólu z siebie. Dobrze spuścić parę i choć na chwilkę poczuć ciut ciut ulgi. Wiesz możesz wierzyć lub nie ale pomału zacznie się układać pomału ale systematycznie będzie coraz lepiej, ciężko lecz z dnia na dzień będzie się klarowało, wróci większy spokój itd. A jak z pomocą rodziny? Nie możesz na nich liczyć? Są ono obok Ciebie czy ich nie ma? Trzymaj się i nie daj się , wyj ale walcz dalej o siebie i dzieci nie poddawaj się nigdy pamiętaj możemy nie mieć sił ale wstaniemy mimo to i dalej do przodu.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 20.12.2015, 21:56
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    :)
    Ja już nie wiem co to jest spokój... Pomoc rodziny... Moja mama dwoi się, żeby mi pomóc. Ma swoje lata i nie należy do najbardziej zdrowych ludzi na świecie. Ta sytuacja też wiele ją kosztowała. Jest jej bardzo ciężko, ale stara się jak może, aby być ze mną i mi pomagać. A teście... no tu o pomoc to trzeba prosić, błagać i usprawiedliwiać się dlaczego proszę o pomoc - zawsze tak u nich było. Na początku jak K. się wyprowadził i zrzucił całą odpowiedzialność za rozpad naszej rodziny na mnie, to mamusia pierwsza mu uwierzyła, teściu nie bardzo. Ale mówili, że mogę na nich liczyć i nawet bez marudzenia pomagali, a teraz mają mnie w centrali - tak jak napisałam muszę się usprawiedliwiać dlaczego potrzebuję pomocy. Więc staram się jak mogę, aby nie potrzebować od nich pomocy. Nie chce mi się walczyć, po prostu sobie jestem, znowu po ciemnej stronie życia...

    Dziś teściowa zadzwoniła i pyta czy jadę do niego na święta, powiedziałam, że nie (bo nie chcę tam jechać, rozgrzebywać te wszystkie uczucia). Spytała czy mogą wziąć dzieci do niego, bo oni pojadą. Oczywiście się zgodziłam, pod warunkiem, że będą zdrowe. Nawet mam dla niego prezent, taki symboliczny album ze zdjęciami dzieci i tylko jedno z nim w dniu, w którym wyjeżdżał do ośrodka. Bo to co w życiu ma najcenniejszego to dzieci. Córka bardzo chce się z nim spotkać i obiecałam jej, że w drugi dzień Świąt zawiozę ją do taty, ale skoro teście jadą, to ja już nie muszę :)

    Dziękuję za słowa wsparcia :)

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - ... 23 - 24 - 25 [+1 +10]

Otwarty Portal Monaru