<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest czwartek, 21 listopada 2019, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:9336

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:423
W tym miesiącu:29428
W tym roku:375612
Ogólnie:3520399

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: [-10 -1] 1 - 2 - 3 ... - 23 - 24 - 25 [+1]

Do dołu
Żona narkomana
  • Posted: 07.09.2017, 15:13
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Ze swojego doświadczenia wiem jedno. Czy jest "zdrowa" rodzina czy po przejściach alkoholowych, narkomanii itp. i są ze sobą nadal to Miłość trwa. Lecz Miłość to taki cudowny "kwiatek" ze jak się go nie podlewa, nie daje słoneczka itp to usycha. Nie ważne że walczyłaś , stale trzeba dbać o swój związek i jedno i drugie a pewnie oboje siedliście na tyłkach i znowu się zaczyna co ja mam robić niech on zadziała i wracamy do pkt wyjścia. My żyjemy grubo ponad 30 lat wspólnie i było super i było super źle ale wiem że to jest moja jedyna kobieta którą kocham i walczyć będę o nią stal, bez przerwy bo lubię bardzo to robić a jak mi się zaczyna to nudzić to wiem że durnota wraca i trzeba się brać do roboty nad sobą a nie zmieniać żonę :), rozmowa jasna i rzeczowa nie duszenie w sobie co mi doskwiera. Chłop to proste stworzenie i jak się jemu nie powie czego oczekuję i co ma zrobić nie domyślimy się :). Nie lepiej rozmawiać jak się dąsać i złe myśli dopuszczać do siebie? Jaka sama? małżeństwo to nie samotność a życie we dwoje, jak do siebie dopuszczam że samej by mi było lżej ( co nie jest prawdą w 90 %) to stale wracają skołatane myśli Nie ma mnie jesteśmy MY :). Praca nad soba stała i niezmienna powolutku mamy się rozwijać nie stawać w miejscu.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 25.11.2017, 01:05
     
    izaaa
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     styczeń 2017
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.11.17
    postów:
    7
    [quote=ana_rebeL][quote=izaaa]Co się musi wydarzyć żeby już dać sobie spokój...[/quote]

    To pytanie rozpoczęło we mnie potężną batalię... Co się musi stać w głowie kobiety, żeby powiedziała DOŚĆ i się do cholery uwolniła? No ja się pytam co? Ile razu musi być poniżana, bita, gwałcona (psychicznie czy fizycznie), upodlona, znienawidzona i ogóle, żeby przestać wierzyć ĆPUNOWI? To jest do cholery KŁAMCA! nie zmieni się póki nie będzie ponosił odpowiedzialności za własne życie i czyny!!! On zawsze taki będzie, póki nie pójdzie na terapie i nie przeora swojego systemu wartości. Czy to jest takie trudne do zrozumienia!!! Czy to do cholery nie jest oczywistą oczywistością!!! A no jest - więc o co chodzi? Czemu tak się dzieje, że głupie baby pozwalają się niszczyć? I tu nastąpił zawrót akcji w mojej głowie - spójrz w lustro, zadaj sobie raz jeszcze te pytania, wróć do 2015 roku, zobacz siebie... upadłam, ryczałam.... o kurwa, ja też taka jestem, słaba, naiwna.... Nic mnie nie usprawiedliwia, że wcześniej nie widziałam uzależnienie mojego męża, ale gdyby on nie odszedł to możliwe, że też bym ufała w każde jego zapewnienia. I za każdym razem wierzyłabym, że tak właśnie będzie, że on będzie lepszy.... Nie wiem jaka byłaby przeszłość, ale wtedy wierzyłam, że bez niego sobie nie poradzę, zginę, bo jestem nikim... O jak ta myśl boli.... Normalnie mogłabym teraz rozwalić klawiaturę... A teraz? Jak teraz bym postąpiła? Wyrzuciłabym go na zbity pysk, póki nie podejmie terapii?! Nie wiem!!! Boję się myśleć co by było gdy!!! Tak bardzo się boje, że byłabym naiwna i słaba, bo go kocham, bo jest ojcem moich dzieci, bo mnie potrzebuje... O może nie bym powiedziała: Sam wybrałeś swoją ścieżkę, więc wypierdalaj z mojego życia kolejnej szansy nie będzie! A w głowie, przecież to Twój mąż obiecałaś go wspierać... Ale nie obiecałam lecieć z nim w przepaść.... Jezu tyle myśli... Nie pisałam tu od razu bo jakoś nie potrafię sobie tego poukładać, że dajemy się tak łatwo wkręcić w chorą rzeczywistość i na własne życzenie fundujemy sobie piekło. To nie jest trudne walczyć, NIE!!! Trudne jest trwać w tym horrorze.

    Droga Współuzależniono (kimkolwiek jesteś),
    Jeśli czytasz to, to mam do Ciebie prośbę: stań przed lustrem, spójrz na siebie i powiedz sobie kim jesteś i czego chcesz, a potem o to walcz - bo to jest najłatwiejsza droga do szczęścia. Walka o siebie - nikt inny nie da Ci szczęścia, tylko Ty sama. Nie mówię, że będzie to krótka droga, ale mówię, że łatwiejsza, bo pozwalasz żyć sobie i ćpunowi według własnych zasad. Jeśli wybierasz trudniejszą drogę - chorą rzeczywistość z ćpunem - to zabijasz siebie i jego, stajesz się winna morderstwa - czy o to Ci chodzi? Ale zaraz w Twojej głowie jest, że łatwiej jest zabijać, niż pozwolić żyć?! Ustaw swoją drabinę wartości na nowo i walcz, żebyż żyć, a nie zabijać!

    Anka - współuzależniona, która stara się zrozumieć moment, w którym zaczynamy kochać siebie i innych, pozwalając im żyć własnym życiem...[/quote]

    Patrzę w lustro... nie widzę tam nic, nie widzę siebie... nie wiem jak to ująć ale straciłam sama siebie. Żyje obok,zajmuje się dzieckiem, pracuje i patrzę na to jak marnujemy sobie życie.




    napisany przez: izaaa, 25-11-2017 - 02:06

    "Mój miły
    Prosił ciągle
    Żebym czekała
    A ja
    Nie mogłam
    Nie mogłam czekać
    Aż przepadnie czas
    A on mi go
    Nie odda"
  • Posted: 25.11.2017, 17:54
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Witaj Izaaaa. O tak, to co napisałas , o tak. Pozdrawiam i pisz to pomaga wielu osobom i nam zarazem. Pozdrawiam i mam nadzieje do usłyszenia.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 30.07.2018, 11:48
     
    somebodysomeone
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     lipiec 2018
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.07.18
    postów:
    5
    Odkopuje wątek. Moja sytuacja jest trochę inna, z różnych względów. Wiedziałam że mój partner miał burzliwa przeszłość, nie bylo to tylko używanie narkotyków ale i pobytu w więzieniu, dłuższe i krótsze. Jak zaczęliśmy się spotykać powiedział mi o tym ale powiedział że to już za nim, że do tego nie wraca i jest innym człowiekiem. Dałam mu szansę bo zawsze wierszylam, że człowiek może się zmienić, mam licencjat z resocjalizacji, kiedyś chciałam pójść w stronę wlasnie pomocy uzależnionym...teraz jak o tym myślę to nie widzę w tym siebie za żadne skarby, i życie potraktowało mnie tak, że czasami ciężko mi nadal wierzyć w to, że osoba uzależniona się zmieni, że recydywista się zmieni, chociaż widzę tutaj przykłady osób którym się udało. Wracając do głównego tematu, na początku wszystko było ok, dosyć szybko okazało się że jestem w ciąży i urodziła nam sie córeczka. Wcześniej mieszkaliśmy z jego mama, przed porodem udało nam się wynająć nasze pierwsze wspólne mieszkanie. Urodziła się córka i wszyscy byli szczęśliwi, dodam jeszcze, że mieszkam za granica, jako że jak wspomniałam mój partner miał kryminalna przeszłość był jeszcze na etapie wyroku w zawieszeniu, w sensie po wyjściu z zakładu przez jeszcze kilka lat musiał spotykać się co miesiąc z pracownikiem pracującym z byłymi osadzonymi (przepraszam że okrężną droga ale znam te wszystkie wyrażenia bardziej po angielsku niż w języku ojczystym). Planowaliśmy polecieć razem do mojej rodziny z naszą córka ale niestety nie wyrazili zgody i skończyło się tak że poleciałam z córką sama na jakiś miesiąc. Niestety kilka tygodni przed wylotem podczas spaceru natknęliśmy się na jakiegoś jego dawnego znajomego i okazało się, że mieszka w okolicy. Podczas jak ja byłam w Polsce najwidoczniej wrócił do swoich dawnych przyjemności i jak wrocilysmy wszystko się zaczęło. Na początku były to "tylko" wyzwiska itd. były tygodnie ok, później 2 dni burzy i tak w kółko, ale te burzowe dni stawały się coraz gorsze, dochodziło do niszczenia przedmiotów, później podniósł na mnie rękę poraz pierwszy. Używał z tego co wiem głównie Valium i podobnych, raz bądź dwa na miesiąc kokaina, crack. I to było jego główną wymówka, że przecież to nie cały czas, że niektórzy piją co weekend albo i co dzień a on nie pije alkoholu w ogóle to sobie zapali raz na jakiś czas. Do tego dochodziło jego zdrowie psychiczne, wiadomo jak używki na nie wpływają, a i pobytu w zk nie sprzyjają, miał też zdiagnozowane PTSD w 2013, ale nic nie zostało w tym kierunku zrobione. Do tego nie mógł znaleźć zatrudnienia, próbowaliśmy załatwić mu terapię pozadna, ale w sprawie tego zdrowia psychicznego, on sobie nie dał powiedzieć że oprócz tego musi zrobić coś w kierunku uzależnienia. Tzn. w niektóre dni wydawało się że wiedział, a później znowu było bagatelizowanie i ze jak sie załatwi spotkanie z psychiatra czy coś takiego to to załatwi też i sprawę narkotyków. Kilka tygodni temu niestety wszystko zaszło za daleko, był w ciągu przez 3 dni, mieszanina dragów, nie spał, nie jadł, miał halucynacje, paranoję, oczywiście znowu doszło i do przemocy psychicznej i fizycznej. Tym razem zabrałam córkę i uciekłam, dosłownie uciekłam z domu bo bałam się że nie wyjdę z tego żywa, na początku jeszcze zabrał klucz i nie chciał nas wypuścić, ale chyba jakaś cząstka tego człowieka którego pokochałam na chwilę się w nim obudziła i dal mi klucz. Powiedział że jak pójdę na policję to zdewastuje mieszkanie, żebym zaprowadziła dziecko do przedszkola i wróciła to pogadamy i znowu wszystko się ułoży, ale tym razem zebralam się w sobie i powiedziałam pracownicy przedszkola żeby zadzwoniła na policję, złożyłam zeznania, został aresztowany. Pozostaje w areszcie do 13 sierpnia i wtedy ma się ustosunkować czy jest winny czy nie i będzie wiadomo czy będę musiała przejść przez sprawę sądową czy nie. Dodatkowo za ok miesiąc urodzi nam się syn. Ja jeszcze myślałam że jak zobaczy syna i go przytuli to powie dość, muszę się naprawic, wyleczyć. Niestety musiałam ratować siebie wcześniej, bo to już naprawdę był czlowiek bez żadnej kontroli nad tym co robił, żadnej, i pewnie jakbym go posłuchała i wróciła tamtego dnia to nie byłoby komu tu dzisiaj do was pisać. Dwa dni temu dostałam od niego listy (zostały mi przekazane bo że względu na to co zaszło nie wiem gdzie się znajdujemy), napisał że w końcu pracują nad jego kondycja psychiczną, że jest czysty i ze taki chce zostać, że to nie byl on i nie może uwierzyć w to co się stało, że jedyne co ma to moje zeznania ktore złożyłam na policji. Że nie pamieta i nienawidzi się za to co zrobil. Że chciałby jeszcze kiedyś nas zobaczyć. Ja od początku od razu powiedziałam, że na pewno nie wrócę do niego, jako narzeczona, bo byliśmy zaręczeni, ale że jeśli będzie czysty i pod kontrolą to będzie mógł widywać dzieci w obecności osób trzecich. Były wczesniej dni i noce że sie bałam, ale te ostatnie były najgorszym koszmarem, myślałam że nie wyjdę żywa z wlasnego domu. Ciężko się pogodzić z tym że to ktoś kogo kocham wzbudził we mnie taki strach, że bałam się kogoś kto powinien mnie chronić i przy kim powinno czuć się bezpiecznie, a było całkiem odwrotnie. Wiem, że to nie byl on, ale jednak był. Wasze sytuacje chyba nie były tak drastyczne, przynajmniej z tego co opisalyscie. Chciałabym wierzyć że zrozumie że nieważne ile razy w roku zacpa, ale że jest uzależniony i ze musi się z tego wyleczyć, chciałabym żeby zaczął pozadna i długa terapię uzależnień i był na niej szczery, ale nie wiem czy taka terapia jest możliwa w więzieniu? Chciałabym żeby zawalczył o siebie i żebym mogła kiedyś odzyskać przyjaciela. Teraz czytam te inne wasze historie i ta moja pewność że już nigdy z nim nie będę gdzieś trochę zniknęła bo daliście mi nadzieję, ale czy po takim bagażu przemocy to jest jednak możliwe? Czy na pewno to działo się tylko dlatego że był pod wpływem ? Czy jeśli będzie czysty będzie tym samym facetem z którym się związałam kilka lat temu?
  • Posted: 30.07.2018, 11:49
     
    somebodysomeone
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     lipiec 2018
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.07.18
    postów:
    5
    Dlugi post ale może ktoś dotrwa do końca
  • Posted: 30.07.2018, 12:22
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    No długi, ale sobie ulżyłaś pisząc go prawda? Widzisz odpisałem w poprzednim temacie to teraz tylko dopiszę kilka słów. Czy czasami nie jesteś współuzależniona z wcześniejszych lat? Czy w domu nie było czasami ojciec czy matka czy może czasami oboje nie pili alkoholu lub ćpali albo dysfunkcji nie było, przemocy? Bo wejść w taki związek żyjąc w "zdrowej "rodzinie to raczej bardzo rzadko się zdarza. Moim zdaniem aby pomóc sobie to jak najszybciej na terapię dla współuzależnionych. Napisz może coś o sobie ok? Pozdrawiam.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 30.07.2018, 13:11
     
    somebodysomeone
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     lipiec 2018
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.07.18
    postów:
    5
    Właśnie tu jest następna różnica. Nie pochodze z dysfunkcyjnej rodziny.Nie było problemu z alkoholem, z narkotykami, z hazardem czy innymi uzależniami. Zero przemocy psychicznej czy fizycznej, nic. Normalna pracujaca rodzina. Nie wiem skąd mogło się to wszystko wziąć we mnie. Wydaje mi się że jestem dość empatyczna osoba, zawsze staram się patrzeć na sprawy także ze strony tej drugiej osoby. Zawsze interesowałam się sprawą uzależnień, może można by to było jakoś wytłumaczyć tym, ciekawością jakaś, nie wiem, ale ja naprawdę wierzyłam że on ma to za sobą i jeśli bym podejrzewała że nie to nie brnelabym w związek tylko została w sferze koleżeństwa i próbowała mu pomoc. Sprawa wydaje się ciężka do ogarnięcia bo jako że doszło też do takiej przemocy to zdaje się że wszyscy człowieka nienawidzą i przekreślili, ja się czasami czuję jak adwokat diabła, tak się czułam jak składałam zeznania, w szpitalu i na spotkaniach z pracownikiem socjalnym itd. wiem że to dla wszystkich wygląda jak tłumaczenie go, może to jest taki schemat osoby współuzależnionej i ofiary przemocy domowej, wydaje mi się że wszyscy tak ma to patrzą. Że wpisujemy się w schemat i już, wiem że to nieuniknione ale wydaje mi się że wszystko powinno być bardziej indywidualne, wydaje mi się że wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby nie pewne zdarzenia itd. Też nie wiem czy to forum to tylko dla ludzi związanych z monarem? Bo jako że jesteśmy za granicą wiadomo że nie mamy nic wspólnego z tą placówka, trafiłam tutaj bo lata temu przyglądałam się forum, jak pisałam wcześniej myślałam kiedys o zajęciu się tematem osób uzależnionych w przyszlosci, także interesowałam się tematem. Dlatego też stwierdziłam że tutaj otrzymam wsparcie, wiem, że będę musiała go poszukać i tutaj teraz. Spotykam się niedługo z pracownikiem socjalnym i raz stwierdzam że zapytam czy jakaś terapię dla współuzależnionych mogą dla mnie załatwić, a później wydaje mi się, że oni nie będą chcieli się skupić na tym jego uzależnieniu, tylko na tym, że jestem ofiarą przemocy domowej, a ja wierzę w to że nie byłabym nią gdyby nie jego uzależnienie i na tym chcialabym też sie skupić. Widzę że długa droga przede mną, przed nami. Następna sprawa to rodzina i znajomi, nie przedstawiłam im całej sytuacji bo wszyscy go już od razu skreślili nie znając i tych najgorszych szczegółów, więc jak miałabym oczekiwać jakiegokolwiek zrozumienia po wyjaśnieniu trochę głębszym im sytuacji. Przecież on nie jest po prostu potworem. On się nim stawał, ale dla ludzi z zewnątrz on już nim będzie.
  • Posted: 30.07.2018, 15:47
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Nie, to nie jest forum związane tylko z MONARem :). Ono ma taką nazwe bo kojazy się z leczeniem i założyciel tego forum pracował kiedyś wiele lat w MONARze a obecnie mieszka za granica i tam prowadzi razem z zona terapię i także terapie przez internet Mariusz -Belgijskie Gabinet terapii uzależnień- możesz się tam odezwać i porozmawiać myślę że to by także było bardzo pomocne dla Ciebie.. jest jego logo na tej stronie. Powinnaś jednak wiedzieć że choroba uzależnienia nigdy się tak naprawdę nie kończy, mogą być nawroty itd ale nawrot choroby nie jest tylko z chwila zaćpania czy napicie się alkoholem abo to już jest ostatnia faza nawrotu, nawrót można i powinno się przerwać jak tylko ja czyli osoba uzależnioną zauważę u siebie sygnały ostrzegawcze, zaczynam czuć się słabiej , nerwowość itp. i wtedy wale na mityng czy do terapeuty pogadać, a osoby które uważają że sa wyleczone , zazwyczaj kończą tak jak Twój narzeczony czyli przerywając abstynencje a to wtedy idzie lawina do punktu wyjścia się wraca a zazwyczaj o wiele niżej jak się było przed leczeniem. Także jak myślisz o wspólnym dalszym życiu pamiętaj że to chroniczna i śmiertelna choroba i można z nią świetnie żyć ale trzeba żyć według zasad i nigdy nie można zapomnieć że jestem chory aby nie dopuścić do nawrotu choroby a przynajmniej do nawrotu kończącego się przerwaniem abstynencji. Czyli narzeczony nawet po terapii nigdy nie da ci 100% pewności że nie wróci do ćpania, to tak jak z innymi chorobami zawsze może być reemisja, z tym że w tej chorobie łatwo można sobie z nią poradzić we wczesnej fazie nawrotu a im później tym trudniej zatrzyma lawinę :)

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 31.07.2018, 08:33
     
    somebodysomeone
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     lipiec 2018
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.07.18
    postów:
    5
    Tak, jest to niestety podstępna choroba. Nie wiem czy on ma w sobie to coś co pozwoliłoby mu ją pokonać. Ma dużo pracy nad sobą i co do uzależnienia i co do życia na wolności(po opuszczeniu zk)bo wydaje się że tego też się jeszcze nie nauczył do końca. System kuleje w tym temacie. Nie wiem czy te 2 rzeczy do zrobienia na raz to nie za dużo dla niego. Niestety ma taki charakter że wydaje mi się że może sobie sam poradzić z pewnymi sprawami, kiedy rzeczywistość jest całkiem inna. Ciężka sprawa, ciężka decyzja. Dzięki za odpowiedź
  • Posted: 02.08.2018, 14:02
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    To czy pokona czy nie zależy tylko i wyłącznie od niego samego. My możemy wspierać tylko taka osobę i jedno wiem jeżeli osoba lecząca się jego Miłość do osób bliskich jak jest wielka,większa od pseudo "miłości" do chemii to wygrana jest o wiele bardziej prawdopodobna :) Ale musimy kochać w zdrowy sposób, miłością wielka lecz twardą zarazem i być bardzo konsekwentnymi w tym co mówimy i robimy, podobnie jak osoba lecząca się i wtedy leczenie postępuje w pozytywny sposób.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 10.08.2018, 19:51
     
    JOWI
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     maj 2018
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    11.08.18
    postów:
    2
    Witajcie, dlugo wachałam się żeby tu napisać, ale troszke sie zmienilo ostatnio w moim zyciu. Poznalismy sie z mężem jak mielismy po 17 lat... Wczesniej podobno zadawal sie z nie ciekawym towarzystwem i naduzywal narkotykow.Ale za nim zaczelismy sie spotykac skonczyl z dawnym zyciem. Splot wielu sytuacji spowodowal ze zżylismy sie bardzo... Po 3 latach wynajelismy mieszkanie. Mąż od poczatku ciezko pracowal, nie pil, nie cpal, nie palil papierosow, nie chodzil na boki, kazdy grosz przynosil do domu, wszystko sobie mowilismy itd. Jedynym minusem bylo ze byl bardzo impulsywny i wybuchowy.... I dosc czesto klocilismy sie o jego mame ktora od zawsze go wykorzystywala.... A on tego nie widzial... Ale i tak pod wieloma wzgledami nasz zwiazek byl super. Aż do momentu jak zaczely pojawiac sie problemy finansowe... Nadomiar zlego maż zaczą pracować ze swoją mamą ktora wpakowala go potem i mnie jeszczecw wieksze dlugi..... Mąż wczesniej zapieral sie ze mama splaci swoje dlugi... Niestety sie wypiela..... A ja mialam pretensje do meza ktory w tamtym czasie zacza palic maryśke i troche sobie olal sprawe wierzac wciaz mamusi.... Potem poszedl do pracy gdzie dobrze zarabial ale calymi dniami i nocami go niebylo..... Ja poczatkowo nie moglam spac po nocach bez niego bo nigdy nocek nie spedzalismy osobno...Ale praca byla dobrze platnaplus boki.... Po jakims czasie boki sie skonczyly.... Jak sie pozniej okazalo boki szly na ziolo..... Zaczely byc awantury łacznie z Policja..... Bo bywal agresywny... Ale najgorsze bylo przed nami... 2 lata temu wyjechal do innego miasta na 4 miesiace na delegacje... Na poczatku dzwonil potem przestal a jak dzwonilam wieczorami to wciaz pijany byl.... Jak przyjezdzal co weekend to tez pijany... I nawet jak po niego wyjezdzalam o 3 nad ranem to robil awanture juz w aucie... Pod koniec delegacji przyjechal dziwnie nakrecony..... I jak wrocil tez niewiedzialam co z nim jest.... Gadal glupoty mnie wyrzucil do sypialni sam spiac w salonie potem sam sie do sypialni zamkna.... Nie spal po nocach.... Chodzil do piwnicy na pol dnia itd.... Jak sie okazalo zacza brac amfe.... Potem bylo tylko gorzej...... Awantury o nic... Plucie wyzwiska... Dziwne oskarzenia typu ze zabilam swojego ojca... Itd. Niszczenie rzeczy jak laptopa telewizora obrazow itd... Pulapki na mnie w sypialni.... Zamykanie sypialni na klucz..... Straszenie ze czy jestem pewna ze nie mam tez nic we krwi....itd.Obiecywal potem ze skonczy ze juz ma dosc.... Robil czasem i po tydzien przerwy tzn najpierw spal po w dni potem robil awanture a potem bylo prawie normalnie do momentu kiedy np dostawca nie zadzwonil...... Bylo coraz gorzej..... W koncu zaczelam przygotowywac sie do odejscia.. Zmienilam prace zeby w razie rozstania mnie nie nachodzil. Trafilo mi sie fajne mieszkanie do wynajecia... Ale bardzo sie wachalam do.... 12 lipca... Wtedy po kilkudniowej przerwie w braniu zaczal naduzywac alkoholu..... Wiedzac że mam mozliwsc wyprowadzki zaczelam stanowczo naciskac na terapie i ze sie wyprowadze w koncu..... Tego dnia juz na spacerze zacza czepiac sie psa i mnie potem w domu nie pozwolil mi wyjsc do psychologa..... A potem bylo.... Krotko mowiac agresja wzgledem mnie.... Gdy przyszla sasiadka ja wypchna za dzwi.... Tym razem Policja nie pytala sie mnie tylko jasno stwrdzila ze meza zabieraja a ja mam jechac zlozyc zeznanie co zrobilam. Na drugi dzien spakowalam rzeczy i sie wyprowadzilam.... Szczerze myslalam ze sie obudzi oprzytomnieje co zrobil itd ze szkoda dla cpania 18 lat zwiazku niszczyc..... Niestety mowil ze mnie kocha ze za daleko to wszystko poszlo... Ale z drugiej strony ze przeciez nic mi nie zrobil bo jak by chcial to by mogl wiecej..... Zebym niewiniatka z siebie nie robila....... Ze on biegac za mna nie bedzie bo sie juz nabiegal...... Efekt jest taki ze on ma nadzor Policyjny zakaz zblizania sie do mnie.... Ja mieszkam w mieszkaniu kolezanki....na poczatku dzwoni raz dziennie. Od tyg prawie sie nie odzywa.... Przyznam ze czasem ja sie odezwe bo martwie sie czy ok u niego..... Niemamy dzieci.... Wiec teoretycznie latwiej powinno mi proszę zyjsc odejsc.... Ale tak nie jest.... Bylismy ze soba od 18 lat zawsze razem... Trudno zapomniec wykreslic czlowieka ktorego sie kochalo / kocha nad zycie. Tak wiem ze teraz dla dobra siebie i jego nie moge wrocic. I tego nie zrobie dopoki nie zacznie walczyc z uzaleznieniem.... Ale tez wiem ze od swojej rodziny zacznego wsparcia nie dostanie.... A wrecz przeciwnie boje sie zeby kochana mamusia jakiegos zysku w tej sytuacji nie widziala...
  • Posted: 10.08.2018, 20:59
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Witam Cie serdecznie. Trudne chwile przed Wami. Jak sama wiesz konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja w działaniu. Wywaliłaś z siebie trochę żalu i dobrze to pomaga. My poszliśmy na terapię dla rodzin osoby uzależnionej, to nam pomagało zwłaszcza żonie jak syn ćpał. Może warto pomyśleć aby Tobie było lżej przeżyć ten trudny okres. Nerwowość mogła być skutkiem "suchości", nie chodził zapewne na żadną grupę mąż w okresie jak był w abstynencji.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 11.08.2018, 08:36
     
    JOWI
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     maj 2018
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    11.08.18
    postów:
    2
    Nie mąż nigdy nie chodzil na żadną terapię. Teraz też nie chce bo uważa że mu nie potrzeba..... Że nie będzie obcym opowiadał o sobie.... Że z amfa sobie poradził a boi sie o ziolo ze wróci. Bo uważa z e z ziołem ma wiekszy problem niż z amfa i bywało że był dumny że nie pali ale co z tego jak zamienial ziolo na amfe... Jeszcze doszedl alkohol i tyton ( a zawsze byl przeciwnikiem palenia papierosow). Najlepsze jest to ze uważa ze to ja sie zmieniłam.... Nie on.....Ja juz w zeszlym roku poszlam do psychologa i terapeuty tylko przerwalam bo godziny mi nie pasowaly.... W tym roku po zalozeniu niebieskiej karty poszlam i dalej chodze do specjalistki od uzaleznien i powiem szczerze bardzo mi te rozmowy pomagaja. W przyszlym tyg najprawdopodobniej pojde na spotkanie grupowe. Najgorsze jest to ze ja go ciagle kocham i martwie sie o niego tymbardziej ze jego rodzina ma go gdzies i bedzie udawala ze chce pomoc a w rzeczywistosci bedzie chciala wyciagnac od niego jak dużo sie da.... Rok temu po stracie pracy przestal ale zacza jak niespodziewanie dowiedzial sie o komorniku na 95 tys.... Jak sie okazalo mama zadluzyla mieszkanie.... Byly sprawy itd ale specjalnie go nie informowala o tym...... Cale szczescie udalo sie sadownie wykrecic z tego dlugu ale powstal kolejny dlug.. Adwokat.... Niby nie120tys( bo w miedzy czasie doszlo kolejne 30 tys dlugu za kolejne lata) ale 9 tys....
  • Posted: 11.08.2018, 13:12
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    On sobie z niczym nie poradził, robi tylko zamienniki. Jest chory i jak każdy chory człowiek powinien się leczyć albo może się to bardzo źle skończyć dla niego. Dlaczego najgorsze jest to że go stale kochasz? Kochaj go ale zdrową Miłością i to wtedy powinno mu pomóc w podjęciu decyzji o leczeniu i ratowaniu siebie i waszego małżeństwa. Moja zona mnie także kochała i tylko dzięki Niej trafiłem na terapię, moja miłości do Niej i dzieci była dzięki Bogu silniejsza od "miłości" do alkoholu. Żyjemy ze sobą już prawie od 40 lat a małżeństwem jesteśmy 33 :) także jak Miłość jest zdrowa to przetrwa, lecz trzeba uważać bo wiadomo że od Miłości do nienawiści jest bardzo cienka linia i bardzo łatwo ją przekroczyć. Nam się udało przetrwać ten bardzo trudny czas, może i Wam się uda razem zwyciężyć tą chorobę. Nie martw się o jego rodzinę bo to Ty jesteś jego rodzina nie mama jego. Jeżeli chodzi o kasę to jego mama ma te długi? Bo jak rozumiem ona je narobiła? Dla mnie kasa to tylko kasa i można ja zarobić jak się jest zdrowym , to tylko pieniądze. Ważne że jak zdrowie i Miłość będzie to i reszta przyjdzie. Fajnie że się wyprowadziłaś ale ważne aby być konsekwentnym w działaniu.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 16.10.2018, 09:01
       
    bwalaszczyk
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2018
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.18
    postów:
    14
    Żyjemy ze sobą już prawie od 40 lat a małżeństwem jesteśmy 33 :) - to może warto pomyśleć o kimś innym?

Przejdź do strony: [-10 -1] 1 - 2 - 3 ... - 23 - 24 - 25 [+1]

Otwarty Portal Monaru