<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest czwartek, 21 listopada 2019, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:9336

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:433
W tym miesiącu:29438
W tym roku:375622
Ogólnie:3520409

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 ... 23 - 24 - 25 [+1 +10]

Do dołu
Żona narkomana
  • Posted: 16.10.2015, 08:22
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Witam Wszystkich, wczoraj spędziłam pół dnia na czytaniu różnych postów z Forum. Troszkę byłam sceptycznie nastawiona, ale postanowiłam, że napiszę...Mój koszmar jest podobny do tysiąca kobiet zmagających się z tym problemem, niemal ten sam scenariusz... Z mężem byłam przeszło 9 lat. Nasze życie było fajne, nie idealne, ale dobrze nam było ze sobą. Doczekaliśmy się dwójki cudownych dzieci, kupiliśmy mieszkanie. Wszystko było pięknie. Aż do narodzin syna w zeszłym roku. Coś zaczęło się psuć. K zrobił się agresywny, wyzwiska, ucieczki z domu, ledwo otwierałam buzie, a on "znowu jakieś pretensje masz". Nie ważne jak się starałam byłam najgorszą. Palił zielsko wiedziałam o tym, ale nigdy po tym nie był agresywny. Były sygnały, że może brać coś. Ale rozmawiałam z nim, a on się wypierał. Nie miałam najmniejszego powodu, aby mu nie ufać, bo zawsze byliśmy ze sobą szczerzy. I przyszedł marzec. Odszedł od nas, bo byłam złą kobietą. Mój świat się załamał, wierzyłam w każde słowo, uwierzyłam, że jestem złym człowiekiem... Ja go błagałam, płakałam, a on jeszcze bardziej mnie krzywdził. W końcu pobił mnie. Poszłam na terapię - zasługa moich przyjaciółek, które podnosiły mnie z podłogi i kazały walczyć o siebie. Przez kilka tygodni błagałam Boga, żeby zabrał mnie z tego świata. Wiem, mam dla kogo żyć - dla dzieci. Ale w takich chwilach człowiek czuje tylko ból. Myślę, że Wy mnie rozumiecie. Ale zaczęłam walkę o siebie. A on staczał się, coraz bardziej i bardziej. Bo krótko po jego odejściu dowiedziałam się, że bierze. Złożył wniosek o rozwód. Na policji, w sądzie, przed rodziną wszędzie kłamał, że to ja jestem najgorsza - zimna suka. Każde spotkanie z nim oznaczało mój ból. I myślałam, że już go nie kocham, że uwalniam się od niego. Ale był magiczny moment, ślub jego brata. Ja byłam świadkową (rodzina stanęła po mojej stronie), on zjawił się dopiero na obiad. Kłóciliśmy się. A mimo wszystko, kiedy wszyscy rozjechali się do domu, a on musiałby iść 5 km do swojej stancji, ja zawróciłam z drogi i go zabrałam. A kiedy wychodził, płacząc powiedziałam, że go kocham i zawsze będę. Po tym zdarzeniu przez godzinę leżałam nieruchomo na podłodze i ryczałam, czułam się, że wróciłam emocjonalnie do marca. Kilka dni później zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że znalazłam ośrodki, żeby tylko zadzwonił i się umówił, ja go zawiozę. I zrobił to. Spotkaliśmy się, zadzwonił, przyznał, że już od roku brał Krystynę (kryształki, dopalacz). Trzeba było czekać kilka dni na detoks, kilka tygodni na miejsce w ośrodku. Przyszedł do mnie 5 września, dać alimenty (zaległe) i pierwszy raz od kilku miesięcy wpuściłam go do domu. Został do 1 w nocy, rozmawialiśmy. Potem do detoksu (około tygodnia) przychodził codziennie, cały czas rozmawialiśmy, bo kiedyś umieliśmy rozmawiać całymi godzinami, liczyło się tylko to, że jesteśmy razem. Przyznał się do zdrad, po tym jak mnie opuścił i do tego co robił. Jego słowa bolały, nadal bolą. Zawiozłam go na detoks (było to wyzwanie, bo ciężko mu było tam iść, ale sam zdecydował, że pójdzie, ja trzymałam go za rękę). I stało się coś niesamowitego - dostał miejsce w ośrodku tak po prostu zwolniło się miejsce i zaraz po detoksie, mógł iść do ośrodka. Zawiozłam go. I wiecie myślałam, że na tym skończy się, że spróbuje, żyć jakoś sama dla siebie i dzieci. Ale on dzwoni, pisze. Chce odzyskać zaufanie dzieci, mnie. Chce walczyć o rodzinę. Dodam, że mamy sprawę rozwodową 22 grudnia. Teraz zaprosił mnie na warsztaty dla rodzin do ośrodka, będą 7 listopada. I nie wiem w zasadzie co mam zrobić. Bo zależy mi na nim, ale wyrządził mi tyle krzywdy,bólu i cierpienia. Każdy dzień był udręką. A kiedy przyznał się do wszystkiego, powiedział, że żałuje, poczułam spokój, poczułam, że mogę pozwolić mu odejść. Ale jakaś część mnie jeszcze do niego ciągnie. Jestem rozdarta...
  • Posted: 16.10.2015, 22:05
     
    iwo1986
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     luty 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    16.10.15
    postów:
    13
    Hej ana rebel. Rozumiem co przeszłaś i myślę że i tak już zrobiłaś ogromny krok i pomogłaś mężowi najlepiej jak mogłaś w podjęciu bardzo ważnej decyzji - decyzji podjęciu leczenia. Cieszę się, że chce się leczyć ale to początek trudnej drogi. Myślę, że powinnaś jechać na te warsztaty dla rodzin, pogadać z terapeutą, niech ci doradzi, podpowie jak powinnaś postępować dalej. Oni wiedzą lepiej jak się zachować w takiej sytuacji i co jest dla niego lepsze teraz - Twoje wsparcie czy zostawienie go samemu sobie żeby mógł zrozumieć co mógł, może stracić przez ćpanie. Rozumiem i znam Twoje rozdarcie ale nie jestem też ekspertem. Są tu ludzie którzy potrafią pomóc w takich trudnych chwilach i warto z nimi porozmawiać, wierz mi na słowo. Trzymam kciuki żeby było dobrze. Wierzę, że terapia może pomóc i odmienić życie Nam i Naszym rodzinom.
  • Posted: 17.10.2015, 15:17
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Witam Cie serdecznie. Masz racje wiele tutaj jest podobnych przykładów co nie znaczy że sa takie same. Z tego co przeczytałem i zrozumiałem, kochasz go nadal i bardzo dobrze. Wiem jak to boli, ale prawdziwa, dojrzała Miłość jest w stanie wszystko zwyciężyć. Ja osobiście bym pojechał na to spotkanie dla rodzin, sprawy rozwodowej bym nie wycofywał ale to raczej jak on złozył toi on może wycofać. Bym się asekurował że zobaczysz jak bedzie , czy ukonczy leczenie czy się zmieni i wtedy może z czasem bedzie mógł do was wrócić, daj mu nadzieję jak uważasz że chcesz z nim nadal byc. Jak nie chcesz to pojedz na to spotkanie ale tam porozmawiaj z terapeutką i ustal czy definitywnie zrywas i od razu go informujesz bo moim zdaniem tak ja bym postapił jak bym chciał zerwać definitywnie to nie dawałbym nadziei. Mysle ze jednak warto spróbować co jak go kochasz nadal i potrafisz mu wybaczyć zdradę i wszystkie te okropne zajścia? Wiesz że nie był wtedy soba,i naprawde nie był, tylko sens w tym czy wraca do żywych i czy tam zostanie juz czy tylko manipuluje Tobą. warto porozmawiac z terapeutą :). Fajnie że napisałaś i mam nadzieję że podzielisz się dalej tym co się dzieje. Zawsze pomaga to jak się wywali z siebie to co nas boli do osób, które napewno nas rozumieja i nie będa ns oceniały i pouczały :0 pozdrawiam i zycze zdrowych trafnych wyborów :)- Józef

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 19.10.2015, 08:20
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Bardzo dziękuję, za odpowiedzi są bardzo motywujące. Tylko wiecie, ja sama nie wiem czego chcę... Bo rozum mówi, żyj bez niego, bez jego problemów to Ty i dzieci jesteście najważniejsi, nie musisz im serwować życia na bombie - weżnie nie weżnie, porzuci nie porzuci. Nie jestem Matką Teresą nie muszę mu niczego wybaczać. Wyrządził mi tyle krzywdy i bólu. Od dwóch dni znowu ryczę, nie mogę spać. Kiedy odszedł zostawił mnie samą: 2 dzieci - córcia 5 lat, syn 9 miesięcy, kredyt hipoteczny, niezapłacone rachunki, brak kasy na życie, ja studiuje zaocznie. To był koszmar jak sobie to wszystko przypomnę to jakiś cud, że się nie zachlałam, czy nie wzięłam innego ścierwa, żeby zakończyć to cierpienie. Dzieci non stop chorowały, w przeciągu miesiąca schudłam prawie 16 kg. Prosiłam rodzinę i znajomych o pomoc. Byłam wrakiem człowieka. Każdy dzień był wyzwaniem. Każdy pieprzony dzień. Ale, z pomocą, udało mi się zakończyć 1 rok studiów, Mama zasponsorowała mi auto (bo mój mąż zabrał nasze, przecież musiał jeździć z kolegami i dupy wyrywać), koleżanki dawały mi ubrania, bo wszystko na mnie wisiało. Wakacje, słońce... jakoś powolutku odzyskiwałam siły - co tydzień byłam na terapii, na którą cały czas chodzę. Wróciłam do pracy po wychowawczym, zakasałam rękawy i haruję od rana do wieczora, żeby starczyło nam na życie, ciągle jakieś rachunki nie popłacone, wszytko to kosztem opieki nad dziećmi, widzę się z nimi 4 godziny dziennie, bo muszę pracować. W głowie mam ciągle bałagan. Porównuję się do innych kobiet, dziewczyn, zastanawiam się z którą był... to jest istny obłęd. Nie przeskoczę tego co mi zrobił, po prostu nie dam rady. Wśród jego rodziny oczekują, że będę przy nim stała jak wierny pies - a ja mówię NIE, nie mam ochoty, ani siły. Czy mało dla niego zrobiłam mimo tego całego syfu?! Nie muszę się na nic godzić. Zajęłam się jego finansami, póki jest w ośrodku, obiecałam, że będę płaciła z jego wynagrodzenia to na co starczy. Ale coraz głośniej krzyczy we mnie rozum DOŚĆ ma rodzinę niech mu pomagają, niech sami mu płacą, a ty zajmij się sobą i dziećmi. Coraz częściej chcę zamknąć ten rozdział, powiedzieć do widzenia to koniec. Był moim jedynym, świata poza nim nie widziałam, wierzyłam oddałam wszystko ciało, duszę, sny, marzenia wszystko, a on to zdeptał i wyrzucił. Więc w gruncie rzeczy nie wiem czy pojadę, może tylko po to żeby powiedzieć to już koniec - odszedłeś już dawno, pora żebym była szczęśliwa, bo Ty mi już szczęścia nie dasz. Nigdy nie da mi poczucia bezpieczeństwa. Nie wiem co robić, ale do 7 listopada jeszcze dużo czasu... Jeszcze raz dziękuję, za otuchę i słowa wsparcia, są dla mnie niezwykle cenne.
  • Posted: 19.10.2015, 19:26
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    W 100% masz racje. Wiesz ja z doświadczenia wiem że najważniejsze jest to abyśmy wiedzieli na czym stoimy, może to być małe nawet jeszcze piekło ale wiem i pomału z tego wychodzę. Wiem że przeżyłaś piekło na ziemi, to straszne były chwile i nikt zapewne Cię w pełni nie mógł zrozumieć bo to był koszmar wielki koszmar dla Ciebie i dzieci i nadal ten koszmar zapewne trwa i jeszcze trochę czasu upłynie zanim się wszystko unormuje , ale uwierz unormuje się na pewno. Dasz radę czy już sama z dziećmi czy jednak zdecydujesz jeszcze poczekać i zobaczyć co mąż będzie robił, chociaż kurcze wiele, bardzo wiele zła on Wam sprawił, aż sobie nie wyobrażam jak wiele i czy ja bym wybaczył nie wiem, chyba nie. Co Ty zrobisz zależy od tego czy sobie z tym poradzisz, na razie jak sama piszesz nie masz na to siły i dobrze bo dzieci i Ty jesteście teraz najważniejsze. Chylę czoła że poradziłaś sobie w tych pierwszych dniach, udźwignęłaś to jesteś naprawdę wielka , człowiek może wiele znieść zła i jakimś cudem ma nadal siły do walki bo mamy o co walczyć, walczymy o nasze i naszych dzieci życie. Czy może lepiej poinformować bez jechania telefonicznie terapeutę jego że nie masz sił przyjechać bo tyle krzywdy Wam wyrządził że nie jesteś w stanie teraz jeszcze marnować energii jakie resztki w Tobie są do życia na niego. Na razie na pewno nie a co będzie nie wiesz ale nie zostawiasz za wiele mu szans raczej za wiele krzywd wyrządził. Jak to powiesz raczej sił Ci przybędzie ze odważyłaś się podjąć zdecydowane kroki. Pozdrawiam Cię i sił wielu życzę. wszystko się ułoży zobaczysz tylko spokojnie i powoli.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 20.10.2015, 08:05
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Witam, wczoraj dostałam zaproszenie na te warsztaty. Cóż nadal nie wiem. Czasami mi się wydaje, że sama siebie oszukuję, bo w gruncie rzeczy jestem ciekawa, jak wygląda jego życie, jakie osiąga efekty, jak wygląda (po po tak długim ćpaniu to była to skóra naciągnięta na kości), chciałabym porozmawiać z terapeutą, a z drugiej strony jakiś buntownik w środku mówi NIE. Aj, życie nie jest czarno białe, raz podjęte decyzje mogą ulegać ciągłym zmianom... Jak już powiedziałam mam jeszcze sporo czasu - do 30 muszę dać odpowiedź, więc mogę się zastanawiać, albo spróbować się nie zastanawiać i po prostu podjąć decyzję z dnia na dzień. Tak moje życie było koszmarem, teraz troszkę się to zmieniło, ale nadal nie jest dobrze. Może się coś unormuje, jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Pozostała nadzieja, że może słońce zaświeci ponownie... Dam znać jaką podjęłam decyzję. Pozdrawiam serdecznie.
  • Posted: 21.10.2015, 18:51
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Fajnie ze chodzisz na terapie, z czasem łatwiej będzie Ci podejmować trudne decyzje. Spokojnie jak to się mówi daj czas czasowi i wtedy celniej sie podejmuje decyzje i jaka ona by nie była będzie ona Twoja decyzja a to jest najważniejsze. Trzymaj siei wiele spokoju życzę, do usłyszenia- wielu sił Wam życzę Józef

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 10.11.2015, 07:41
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    7.11 minął... To było ogromne wyzwanie i dylemat: jechać czy nie i po co? Przed zbliżającym się terminem K pisał i dzwonił, prosząc, abym przyjechała. Powiem szczerze, że do końca sama nie byłam przekonana co mam zrobić, ale jednak pojechałam. Zobaczyłam go i nie poczułam ani strachu ani zawirowań w brzuchu. Było miło go zobaczyć, ale jak się przytulił, poczułam jego ciepło, bicie serca, cóż mogę rzec... Trochę zmiękłam i im dłużej przebywałam w jego towarzystwie tym było mi ciężej być twardą i nieosiągalną. Niestety, byłam tam przez krótki czas, przywitanie, potem warsztaty dla rodzin (Stop: dla rodziców. Byłam jedyną żoną, partnerką - cóż to coś znaczy! Mądre kobiety! Te warsztaty nie dosięgały mojego problemu) i jakieś 30 minut na rozmowę i pożegnanie, bo byłam z teściami i im się bardzo spieszyło. Nie mogłam porozmawiać z jego terapeutą z braku czasu i to mnie też bardzo zasmuciło, bo był to mój główny cel. Nie dałam K złudnych nadziei, wyrażałam się jasno i rzeczowo - mam przynajmniej taką nadzieję. Byłam też z dziećmi, to był dla nich i dla niego miły czas. Niestety, dla dzieci nic nie było zaplanowane i obiad przesunięty, co też skutkowało nudą i rozdrażnieniem z powodu głodu. Ale jakoś zażegnałam kryzys. W niedzielę (8.11) zadzwoniłam do jego terapeuty - długo z nim rozmawiałam, niestety rozmowa przez telefon to nie to samo... Ale uświadomiła mi bardzo ważną rzecz (niby człowiek wie, a jednak czasami zapomina o najważniejszych rzeczach). On jest na początku swojej drogi i aby odbudować nasze relacje (o ile jeszcze da się coś odbudować) najpierw musi odbudować siebie, ja też muszę myśleć o sobie i dzieciach. Musimy z osobna uporać się ze swoimi demonami. Trzymam za niego kciuki i wierzę, że jest silnym mężczyzną i uda mu się. Będę go wspierać na tylę ile potrafię, ale nie kosztem siebie dlatego na jakiś czas odsuwam się. Nie będę w listach pisać o sobie, o swoich uczuciach czy obawach ograniczę się do formalnych spraw i dzieci, a telefony i tak już wszystkie wykorzystał na ten miesiąc. Za dużo zła się stało między nami, nie potrafię tak po prostu o tym zapomnieć. Nie jestem gotowa na jakikolwiek związek, a tym bardziej z nim. Następne warsztaty za dwa miesiące - czy pojadę - będę się o to martwić jak będą się zbliżać. Do tego czasu może wiele się zmienić. Daję czasowi czas :)

    Pozdrawiam Wszystkich
  • Posted: 10.11.2015, 13:07
     
    biszop
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     marzec 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    10.11.15
    postów:
    3
    Ja bez terapii dziś byłbym nikim. Byłem na samym dnie, doszło do tego, że graliśmy w karty o moją żonę. Wstyd się przyznać. Ona już mnie po tym nie chciała znać, ale dzięki siostrze trafiłem na leczenie do Prywatnego Ośrodka Uzależnień Agnus. Byłem na terapii zamkniętej prawie 2 miesiące. Do dziś spotykam się z moim terapeutą, chodzę na spotkania, gdyby nie pomoc zatraciłbym się w swoim nałogu. Rodziny nie odzyskałem.
  • Posted: 10.11.2015, 17:18
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    I super :) wielu sił i spokoju życzę i zdrowych, dobrych wyborów :) Nam się udało od 30 lat już jesteśmy razem :) W grudniu 25 mija rocznica ślubu :).

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 10.11.2015, 19:14
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Biszop - smutna historia, a jednak z happy endem, ponieważ udało Ci się wyrwać ze szponów nałogu i życzę wytrwałości.
    Józefie - serdeczne życzenia i kolejnych 30 lat razem życzę, to piękne, że w tych czasach ludzie potrafią ze sobą żyć tak długo i czerpać z tego satysfakcję :)

    Idę na urlop od myślenia i podejmowania decyzji - póki co walczę z nałogiem - paleniem papierochów :) prawie przez 2 lata nie paliłam, a od 4 miesięcy jarałam jak smok, w ostatnich dniach szła paczka dziennie i powiedziałam dość!!! Kupiłam leki i będę starała się być wolnym człowiekiem od nałogów :) trzeba coś zrobić dla siebie i swojego zdrowia :)

    Będę tu zaglądała - jeszcze raz dziękuję za wsparcie :)
  • Posted: 10.11.2015, 21:11
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    To ja dziękuję że jesteś :) ana, masz wiele do przemyślenia i wiele do wygrania, zaświeci Wam słoneczko i będziesz jeszcze bardzo szczęśliwa, z trudnych dni, ciężkich chwil uczymy się trwać i doceniać te nawet najmniejsze promyki słoneczka, promyki radości w sercu i uczymy się wyszukiwać dobra nawet tam gdzie nigdy wcześniej byśmy nie potrafili go zauważyć chociaż kuło by ono nas prosto w oczy a byliśmy tak naprawdę bardzo ślepi. Zło dobrem zwyciężaj ..... . - ja już też od kilku lat chyba z 8 nie pale a paliłem 3paczki :) po 25 sztuk w każdej czarnych mocnych :) czyli 75 dziennie :) ja jednak jak coś robię to na całego :) :):)

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.
  • Posted: 11.11.2015, 20:56
     
    aniaglogow
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     luty 2013
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    18.05.17
    postów:
    276
    Witaj Ana Rebel. Przeczytałam Twoją opowieść. Smutna jak wiele tutaj ale masz to szczęście,że szybko trafiłaś na terapię i dobrze postępujesz za sobą i z mężem. Masz dużo szczęścia skoro on znalazł się już na początku swojego uzależnienia w ośrodku bo to etap na któy inni lub inne czekają bardzo długo. Kibicuję Ci życząc dużo siły i miłości bo zawsze warto zawalczyć o Rodzinę.
    Papierosy to już inna para kaloszy :-) też trzymam kciuki bo to paskudny nałóg i strasznie śmierdzący ;-)


    Z całym swym zakłamaniem,znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piekny...
  • Posted: 12.11.2015, 11:06
     
    ana_rebeL
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     październik 2015
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.09.17
    postów:
    99
    Witaj Ania,
    cóż mogę napisać? Czasami miłość to za mało... A zła za wiele. Czy to początek jego nałogu? On to teraz widzi inaczej. Jego przygody z narkotykami zaczęły się jak miał 16 lat. Później jak mnie poznał przestał, tak po prostu udało mu się rzucić amfetaminę. Ja nie byłam tego świadoma (nie miał czym się chwalić, a jak pytałam o jego przygody z narkotykami mówił, że coś tam kiedyś zdarzyło się, ufałam i nie drążyłam tematu). Z trawką zawsze "trzymał", ale wtedy miałam inne podejście i nie naciskałam. Dopiero w lipcu 2014 r. zaczął swoją "przygodę" z dopalaczami, a jak odszedł pogrążał się na całego, jak mówi nie umiał bez tego żyć. Jest już prawie 2 m-ce na terapii jest mu ciężko, ale walczy i trzymam za niego kciuki. To w końcu ojciec moich dzieci, ale jednocześnie czuję wielką krzywdę, ból i brak zaufania. Nie wiem czy będziemy potrafili kiedykolwiek odbudować nasze relacje na poziomie dla zaawansowanych, czyli jako małżeństwo. Po pierwsze on musi przejść cała roczną terapię, może później jeszcze będzie potrzebował czasu na odbudowę siebie, bo to podstępna choroba, po drugie jeśli mu się uda, będziemy musieli iść na terapie par - tylko ja nie wiem czy będę chciała i miała siły na kolejną walkę. Bo między marcem a wrześniem walczyłam z nim i musiałam udowadniać, że nie jestem wariatką. Dużo sił straciłam. Wystarczająco, a drugi raz bym tego nie uniosła. Skoczyłabym w przepaść niebytu.

    Decyzje decyzjami - urlopuję się od nich, mam dzieci, studia, pracę, terapię... Chcę po prostu żyć, szczęśliwa :)



    napisany przez: ana_rebeL, 12-11-2015 - 12:08
  • Posted: 12.11.2015, 21:19
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    31.08.19
    postów:
    2205
    Wiesz Ana tak naprawdę to twój mąż był wiele lat już ćpunem od 16 roku życia i nigdy nie przestał nim być zrobił sobie tylko zamiennik dla kamuflażu bo zapewne i tak za wiele nie wiesz co tak naprawdę brał w tym czasie, dopalacze go dobiły , dlatego ma wiele, bardzo wiele do przepracowania, Ty oczywiście też. Dlatego słusznie piszesz aby dać czas i spokojnie rozwiązywać swoje sprawy. Spokojnie i pomału powinno wszystko się układać jak będzie konsekwencja w działaniu bo to podstawa. Opisze Ci pewna sytuację jak brak konsekwencji może doprowadzić do zagłady. W mojej rodzinie jeden delikwent jest hazardzistą. Sam kiedyś mnie poprosił abym mu załatwił leczenie jak po raz kolejny przegrał cała kasę i jeszcze się oczywiście zadłużył chciał ratować małżeństwo. Załatwiłem mu miejsce na leczeniu itd poinformowałem rodzinę jakie konsekwencje będą jak nie ukończy leczenia a tak może się stać aby go nie wpuścili do domu tylko dali ultimatum mu aby wrócił i po ukończeniu leczenia dopiero wrócił do domu do dziecka i zony. Jak tak nie postąpią to on co jakiś czas przegra wszystko az w końcu tak wiele ze nie wytrzyma tego i skończy ze sobą. Nie posłuchali on nie ukończył terapii przyjęli go i po roku znowu powtórzyła sie sytuacja tylko wiele większa kwota itp. znowu mu wybaczyli i przyjęli bez terapii , mało tego jeszcze przyznawali mu rację że on alkohol może pic co to zaterapeuci ze mówili że nie powinien pić itp. bo przecież nie jest alkoholikiem itd itp. powtórzyłem ze on w końcu jak tak będą z nim postępować skończy ze sobą bo znowu zagra, nie wierzyli , a on.....po jakimś czasie znowu powtórka wypisz wymaluj to samo. Prosiłem poinformujcie pracodawcę bo pracuje z młodzieżą aby dali mu ultimatum aby się leczył i wtedy będzie mógł dalej pracować , ale jak przecież ma rodzinę musi zarabiać i dług zwrócić. Nie dało nic tłumaczenie ze i tak ta kasę zarobiona w końcu przegra i dług odnowi z nawiązka i tak się stało po raz kolejny znowu go nie ma przegrał wszystko i nie wiadomo gdzie jest. Ja tylko mam nadzieje że jeszcze będzie mu dana szansa na leczenie że jeszcze nie nadszedł ten dzień kiedy czara goryczy się przelała i znajda go na jakiejś gałęzi. Całkowity brak konsekwencji i oczekiwanie cudu, brak zrozumienia ze chłopak jest hazardzista , jest chory i musi się leczyć a takie postępowanie z nim tak naprawdę zabija go, obym nie musiał Wam napisać za jakiś czas że niestety miałem racje i nie udało się go uratować, fajny chłopak, wysportowany drużynę prowadzi , pracuje a zarazem całkiem chory i on i rodzina jego. Oby się obudzili w końcu zanim choroba go unicestwi.

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.

Przejdź do strony: 1 - 2 - 3 ... 23 - 24 - 25 [+1 +10]

Otwarty Portal Monaru