<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest piątek, 03 lipca 2020, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:10529

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:497
W tym miesiącu:2009
W tym roku:205214
Ogólnie:3780000

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 [+1]

Do dołu
Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.
  • Posted: 17.12.2005, 21:29
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    wiesz co?"gościu"mógłbyś chociaz jakoś się nazwać a czytając twoje wypowiedzi ........przypominają długie monologi mojego uzależnionego męża /od amfy i marychy/ on ma taki punkt widzenia odnośnie narkotyków jak ty nie nie wcale nic złego dragi nie robią tylko ludzie którzy otaczają tych uzależnionych.....rozumiem
  • Posted: 17.12.2005, 21:35
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    To się nazywa system iluzji i zaprzeczeń :)
  • Posted: 17.12.2005, 21:50
    **nieznany użytkownik**
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    postów:
    yhh... nic tylko sobie albo komus w leb strzelic... nie wiem, polski za trudny dla niektorych, moze pismem obrazkowym? komiksy? gdzies tam pisalem ze narkotyki nic zlego nie robia tylko otoczenie uzaleznionych? pokaz mi to zdanie.
  • Posted: 17.12.2005, 22:01
       
    admin
    oceń:
    admin admin
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    06.07.17
    postów:
    574
    co ta durna pyskówka ma wspólnego z tematem:
    [quote:f7690375b3]Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.[/quote] ?????

    ...gdyby w życiu były same piękne chwile

    nie wiedziałbym że żyję...

  • Posted: 17.12.2005, 22:17
     
    stempel
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.11.06
    postów:
    110
    Witam

    Tomtom chyba za bardzo przesadzasz z ponoszeniem winy rodziców za branie narkotyków przez ich dzieci. Jasne, że dużo od nich zależy ale nie rodzic jest powodem i przyczyną sięgania po narkotyki ale tylko i wyłącznie osoba, która po nie sięgnęła. Mojego chłopaka mama też lubi sobie wypić alkohol może częściej niż powinna i na pewno nie jest wzorem do naśladowania ale to,że mój chłopak sięgnął po narkotyki to NA PEWNO nie jej wina bo jego brat musiałby również to uczynić a mimo to nie zrobił tego, a wiesz dlaczego ponieważ nie MATKA i nie jej sposób bycia są przyczyną, że jej syn jest uzależniony. Więc zacznij upatrywać również przyczyn zażywania narkotyków w innych sferach i osobach.
    Pozdrawiam :wink:
  • Posted: 17.12.2005, 23:47
    **nieznany użytkownik**
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    postów:
    Admin, odpowiem na to pytanie zaraz po tym jak odpowiesz na podobne:

    co z tematem ma wspolnego post Jozefa (ten pierwszy) na ktory odpowiedzialem?

    Widze czlowieka ktory lubi sam siebie oklamywac, co moze miec fatalny wplyw na przebieg terapii dla wspoluzaleznionych / uzaleznionych, dosc brutalnie ale jednak mu pomagam.

    Stempel, zgadzam sie tak mniej wiecej w 100% - w momencie gdy dzieciak jest dorosly to jest jego wybor i jego odpowiedzialnosc ze siegnal czy ze zaczal naduzywac. Stanowczo zle sie wyrazilem w tych postach, ale glownie chodzilo mi o wykazanie bezsensu rozumowania "to narkotyki sa czemus tam winne". One nikomu zycia nie zniszczyly, to musi byc ktos kto po nie siegnie, kto namowi, kto nie wychowa. To zawsze jest czlowiek. Tymczasem Jozef radosnie stwierdza "to straszne co one zrobily z moim dzieckiem, a tak btw odkrylem ze mozna z nim rozmawiac". No plakac sie chce. Gdzie tu jakiekolwiek efekty terapii? Zwalenie winy na pozbawiony duszy przedmiot?

    Na sile przenoszenie winy na jakas substancje chemiczna przypomina troche sytuacje gdy widzac kogos kto rzucil sie na czlowieka z nozem, twierdzi sie ze to noz jest winien. Moze powinno sie przyjrzec troche uwazniej niektorym terapeutom? Dlaczego tak ochoczo Monar zrezygnowal z terapii zastepczych np. metadonem? Dlaczego tolerowane sa takie belkotliwe "potforki" jak ten: http://monar.org.pl/index.php?module=subjects&func=printpage&pageid=45&scope=all

    whatever, moja rola to w sumie koordynowanie walki o racjonalna i efektywna polityke narkotykowa, bledy terapii to nie moja dzialka. Moze faktycznie powinienem podobnie jak reszta spoleczenstwa siedziec cicho i nic nie mowic...
  • Posted: 18.12.2005, 10:39
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Tomton na ten post Ci odpiszę. Po prostu źle odczytałeś, zrozumiałeś mojego posta. Ja nie zwalam winy na narkotyki. Że narkotyki są winne za to że on je brał. Wiadomo, że każdy z nas ma wolną wolę i sam dokonuje wyborów /jak jeszcze nie jest uzależniony/ i to on sięgnął po narkotyk nie radząc sobie z rzeczywistością, a była to najprostsza metoda i najłatwiej dostępna. To był jego wybór i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ja w swoim poście pisząc to wszystko chciałem pokazać jak szybko i jak bardzo narkotyk zatruwają organizm człowieka i jak są podstępne. Jak osoba uzależniona od narkotyków potrafi te ogromne spustoszenia skrzętnie ukrywać. Pisałem że my przebywając z nim pod jednym dachem nie widzieliśmy tego, że aż tak bardzo jego psychika była zrujnowana / cyt. brał TYLKO amfetaminę i palił trawkę/. Pokazałem, że tylko dzięki pobytowi w ośrodku dzięki długoterminowej terapii z prawdziwymi PROFESJONALISTAMI / terapeutami/ i pod ich kontrolą z przebywaniem także z osobami uzależnionymi, którzy chcą naprawdę się leczyć i leczą się, jest w pełni możliwe w sumie jednak w krótkim czasie /w porównaniu z terapią nie stacjonarną/ dotarcie do wnętrza osoby uzależnionej i otwarcie się tej osoby a co za tym idzie prawdziwe wracanie do zdrowia. Że nie jest możliwe leczenie się w pojedynkę poprzez zażywanie innych środków / nie mam nawet tu zamiaru wymieniać nazwy tego środka, który ty tak zachwalasz i to mnie tak dziwi w twoich wypowiedziach/ tak jak ty piszesz bo leczenie nie polega tylko na zaprzestaniu brania czyli zlikwidowania głodu. Jest to naprawdę zero w porównaniu z tym co trzeba faktycznie zrobić aby się wyleczyć / a leczy się do końca życia aby było jasne/ czyli zmienić całkowicie siebie, swoje myślenie, psychikę, swoje postępowanie i nauczyć się jak sobie radzić w zdrowy sposób z realiami trudami życia na zewnątrz. Pokazywałem/już we wcześniejszych postach również / jak u niego w ośrodku w Zapowiedniku przebiega terapia jakie mają metody i jak to trwa mniej więcej czasowo poszczególne faazy rozwoju i co za tym idzie tak jakby profity. Jak był przygotowywany do pierwszego telefonu najpierw pod opieką starszego czyli dłużej będącym na terapii, potem już sam mógł dzwonić potem pierwsza przepustka, potem do dużego miasta itd. Aż wreszcie teraz po takim czasie pierwsza wizyta w domu. Chciałem ukazać jak w Zapowiedniku to przebywa, a chciałem to porównać z innymi ośrodkami w jakim czasie np. można było jechać na pierwsze odwiedziny. Inni którzy jak chcą znaleźć jakiś ośrodek dla siebie czy dla swoich bliskich by mieli porównanie i mogli by dokonać wyboru ośrodka bardziej świadomie. Dzięki myślę, że wyjaśniłem to w miarę prosty sposób. :wink:
    I jeszcze jedno chciałbym dodać. Bo nie zdążyłem musiałem wyjść z portalu. Otóżnajbardzie fantastyczną wręcz cudowną sprawą w tej jakże ciężkiej i śmiertelnej chorobie jest to, że osoby które się leczą stają się z czasem o wiele lepszymi ludzmi w porównaniu jakimi byli jeszcze przed chorobą. Stale się rozwijają i znając swoje słabości zmieniają się oczywiście gdy stale pracują nad sobą czyli leczą się do końca swego życia co nie jest / to leczenie / nie miłe dla nich jak i ich bliskich jak to jest w innych ciężkich chorobach np. branie insuliny czy chemii. :D
  • Posted: 18.12.2005, 11:08
       
    admin
    oceń:
    admin admin
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    06.07.17
    postów:
    574
    tomtom, podałem ci adres listy dyskusyjnej gdzie możesz się realizować ze "swoją rolą - koordynowania walki o racjonalna i efektywna polityke narkotykowa".
    atak na jozefaa nie ma nic wspólnego z terapią i chęcią pomocy drugiemu człowiekowi, myślę że raczej chciałeś się troszkę powymądrzać, człowiek który chce drugiemu pomóc robi to w sposób możliwy do przyjęcia dla drugiej osoby.
    oczywiście, zgadzam się że to człowiek jest winny a nie substancja chemiczna, tylko śmiem powątpiewać w racjonalny osąd sytuacji i umiejętność kontrolowania spożycia "chemii" u np. 14latka. tutaj podoba mi się wypowiedź stempla :)
    co do polityki Monaru dotyczącej programów substytucyjnych to odsyłam cię raczej do Z.G Monaru, [email]mail@monar.org[/email]
    jeśli idzie o tak zwane "potforki" to zamieściłem go tutaj bo:
    po pierwsze mi się podoba :)
    po drugie w każdej uznanej literaturze na temat wpływu używania THC występuje jako skutek "syndrom amotywacyjny" i chciałem to zagadnienie przybliżyć użytkownikom portalu.
    i wreszcie aby oceniać czy terapia była błędna, cokolwiek to znaczy, trzeba być terapeutą.

    Uff, teraz mogę wrócić do podstawowego tematu, którym jest: Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.

    bardzo spodobało mi się to, że jozefaa przedstawia swoje wrażenia z terapii swojego syna w ośrodku rozciągnięte w czasie. myślę że jest to bardzo pomocne dla innych ludzi, będących w podobnej sytuacji (ktoś bliski leczący się w ośrodku).

    ...gdyby w życiu były same piękne chwile

    nie wiedziałbym że żyję...

  • Posted: 18.12.2005, 12:02
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Dla mnie osobiście wiele znaczą posty Józefaa, bo pisze on prosto z serca! Mocno go za to szanuję i uważam, że wnosi do tego portalu bardzo wiele pozytywnego wkładu!
  • Posted: 18.12.2005, 22:17
     
    stempel
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.11.06
    postów:
    110
    Witam

    Uważam, że posty Józefaa są takim praktycznym poradnikiem dla osób będących w podobnej sytuacji. Umożliwiają poznać osobom jeszcze nie wtajemniczonym funkcjonowanie ośrodków i proces terapii jaka się tam odbywa. Osobiście Józefaa pragnę Ci podziękować za to, że opisujesz przebieg leczenia Twojego syna. Dzięki temu wiele osób w tym również ja mogą sobie przyblizyć temat a co najważniejesze mogą mieć nadzieje, że ich bliskie osoby również trafiły do podobnego ośrodka i z takim efektem będą odbywały tam leczenie. :)
  • Posted: 19.12.2005, 01:04
    **nieznany użytkownik**
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    postów:
    no fajnie ale bajek nie ma jest zycie ktore wyglada troche inaczej nikt nie jest doskonaly... naromania to bardzo ciezka choroba to nie tylko narkotyki nie chodzi o nie tylko o nas o nasze myslenie nasze gesty wszystko .. to nie chodzi o rok ani dwa czy 5 to jest cale zycie nauczylem sie czegos w osrodku o czym choc bardzo bym chcial nie umiem opowiedziec jednym zdaniem chodzi o to aby nie wpasc w bloto szczerze wam zycze tego samego abyscie byli silni co mojm skromnym zdaniem jest nie mozlie bez osrodka pozdrawiamam was wszystkich i mam nadzieje ze juz nigdy w zyciu sie nie spotkamy!
  • Posted: 19.12.2005, 12:29
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Wczoraj wróciłam z pierwszej wizyty u męza,który od miesiaca przebywa w ośrodku.Jozefaa Twoja historia daje mi nadzieję na to,ze moj mąz skonczy terapie.Do tej pory słyszałam tylko wiele innych o tym jak sie nie udało.Dziekuję za światełko.
  • Posted: 19.12.2005, 12:56
    **nieznany użytkownik**
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    postów:
    Krebos nie marw się, bądż pełna nadziei, ja też mogę się poszczycić sukcesem. Mój syn jest już w ośrodku 13 miesięcy i podobnie jak syn jozefaa jest na dobrej drodze do wyleczenia. Nie jest to proste ale naprawdę możliwe. Wiem, że jest to sukces połowiczny, jednak wierzę, że jest już na tyle silny, że poradzi sobie z przeciwnościami jakie go jeszcze niejednokrotnie spotkają. Była to długa drogo jednak wytrwał. Zle napisałam wytrwał, chyba na początku tak było, teraz rzeczywiście wie czego chce i wierzy, że jest o co walczyć. To prawda, że jesteśmy i ja i jozefaa dumni z tego co nasi synowie osiągnęli, ale przede wszystkim szczęśliwi, że widzimy wyrażne światło w tunelu. Bo nic innego się nie liczy jak tylko to, żeby uratować nasze dziecko. Jestem wdzięczna fachowcom i ludziom, którzy wiedzą jak dotrzeć do psychiki uzależnionego za to że są i mimo ciągłej walki z bezmyślną procedurą urzędniczą nie poddają się.
  • Posted: 20.12.2005, 20:16
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Krebos cieszę się, że moje posty podniosły Cię na duchu. To bardzo ważne abyśmy wierzyli i robili wszystko aby pomagać naszym bliskim w leczeniu. Oni muszą widzieć i odczuwać naszą wiarę w Nich. Napewno będą jeszcze nie raz ciężkie chwile to jest nie uniknione. Ale nasza miłość i wiara w Nich pomaga im napewno bardzo w leczeniu, wzmacnia ich i upewnia, że mają w nas oparcie. Nawet jeżeli i my czasami mamy chwile zwątpienia i brak nam sił nie możemy im dać odczuć tego i zawsze musimy ich wspierać. Ale zarazem musimy być twardzi jeżeli chodzi o ich leczenie nie ma innej drogi jak Oni mają chwile załamania i zniżki. Musimy ich kochać jeżeli chodzi o leczenie tzw. miłością twardą. Serce bardzo boli w tych chwilach, gdy syn chciał wrócić z ośrodka do domu a trzeba było kategorycznie mówić NIE naprawdę to bolało!! ale tego nie można pokazać że boli aby nie pokazać poprzez to naszej słabości. Będzie napewno dobrze. Trzeba się /jak się jest wierzącym/ modlić i wierzyć a resztą zajmą sięwspaniali ludzie, którymi są terapeuci i społeczność. Pozdrawiam Krebos. Spokojnych i pełnych miłości świąt Bożego Narodzenia i szczęścia jak i wytrwałości w leczeniu Twojemu mężowi w Nowym Roku Może napisz jak u Twojego męża przebiega leczenie jak się odbywa- jak masz oczywiście ochotę.- mi to pomaga takie wygadanie się na forum a zarazem jak i komuś to pomoże to jest pełnia szczęścia :wink:
  • Posted: 21.12.2005, 20:14
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Dziekuje wam za ciepłe słowa.O leczeniu mojego męża nie mogę dużo powiedzieć,bo jest tam dopiero miesiąc.wiem,ze dużo i cieżko pracuje i mało śpi.Widzę jednak,juz po tak krótkim czasie lecznia,dużą zmianę.Wiem też,ze mąż bardzo chce się zmienić.Podoba mi sie atmosfera panujaca w ośrodku.Ludzie są nastawieni bardzo przyjaznie.Bałam sie pierwszej wizyty,w dodatku z dzieckiem,po tym co pisał w listach.Tymczasem syn nie chciał wracać do domu.wszyscy chetnie z nim rozmawiali i nikt nie ptraktował go lekceważąco.
    Mąż mówił,że ma takie chwile,ze chce do nas wracać.Zostawił nas w bardzo trudnej sytuacji.Tłumaczę mu,ze tylko nam zaszkodzi wychodząc bo straci kolejny czas,ze jedyne i najlepsze co może zrobić dla siebie i dla nas to skończyc terapie.To jedyny scenariusz,który daje nam szanse.Nie wiem czy dobrze zrobiłam,ale powiedziałam mu,ze skończona terapia to dalszy ciąg nas inaczej nie widze tego.Mam nadzieje,ze to go zmobilizuje.Trudno mi znalezć sie w tej sytuacji,ale wierze,ze dam sobie rade.Jeszcze raz dziekuje Wam za odpowiedz.Pozdrawiam i wesołych swiąt Bożego Narodzenia.

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 [+1]

Otwarty Portal Monaru