<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest wtorek, 07 kwietnia 2020, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:10138

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:30
W tym miesiącu:7440
W tym roku:121614
Ogólnie:3696400

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 [+1]

Do dołu
Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.
  • Posted: 21.12.2005, 21:49
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    [color=green]Nie wiem czy dobrze zrobiłam,ale powiedziałam mu,ze skończona terapia to dalszy ciąg nas inaczej nie widze tego.Mam nadzieje,ze to go zmobilizuje.[/color]
    Dobrze zrobiłeaś mówiąc te słowa. To jest właśnie ta twarda miłość. Musi o tym wiedzieć, że jest kochany ale nie ma innego wyjścia tylko ukończenie terapii. Po ukończeniu terpii napewno wyjdziecie z trudnej sytuacji, powoli ale systematycznie Wasza sytuacja będzie się klarować. Tak się dzieje, znam tysiące przykładów na to jak i z autopsji. Także bądz dobrej myśli i pełna wiary i kochaj, kochaj i rozmawiaj.

    [color=red]Boże Narodzenie to czas, gdy to, co Boskie przenika naszą codzienność, czas gdy Bóg staje się człowiekiem - jakże wielka to tajemnica. Z okazji Bożego Narodzenia życzę Tobie jak i Twojej rodzinie aby nigdy nie zabrakło Wam miłości i ciepła, bo tylko one dają blask niczym gwiazda betlejemska, która prowadzi każdego, kto pragnie za nią podążać do Boga.[/color]
  • Posted: 22.12.2005, 22:40
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Dziekuje za wsparcie.Wiesz to ciekawe,ze tu je dostaje.Matka Mojego meza poinformowała mnie dziś abym nie przychodziła w swieta bo sie rodzina dowie prawdy o jej synu.Kazała mi kłamac,ze wyjechał za granice! Paranoja.Czasem nie mam siły zmagać sie z tym sama.Rece mi opadają.Dziekuje raz jeszcze.
  • Posted: 22.12.2005, 22:55
     
    Kawa_z_mlekiem
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     sierpień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    22.12.07
    postów:
    361
    Nie wiem czy poczujesz się lepiej przez to co napiszę, ale rodzina mojego narzeczonego też ukrywała bardzo długo jego chorobę czyniąc w tym kierunku heroiczne wręcz wysiłki... Mało tego stało się troszkę tak, że jego uzależnienie dawało jego mamie pewne profity ( rodzice nie mieszkają razem i pozorne zaangażowanie się w "leczenie" mojego faceta powodowało, że nadal w jakiś sposób była w kręgu zainteresowań swojego męża...).
    Wiem, że masa ludzi wstydzi się jeśli jedna z osób w rodzinie jest narkomanem. Chyba trzeba dorosnąć, dojrzeć do tego aby mieć odwagę przyznać to przede wszystkim przed samym sobą.. Bo niestety nasze mózgi funkcjonują na podobnej zasadzie (chyba system iluzji i zaprzeczeń nie dotyczy tylko osób uzależnionych..) i naprawdę długo potrafimy sami siebie czarować... Np. "mój facet bierze narkotyki" brzmi dla nas samych dużo mniej "groźnie" niż "mój facet jest narkomanem"..
    Oczywistym jest, że to tylko moja opinia z "autopsji" :)
    Może dla innych jest to dużo prostsze, kto wie?!
    Pozdrawiam i życzę zdrowych, spokojnych świąt.
  • Posted: 22.12.2005, 23:37
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Ja tez na poczatku bałam sie mówić,ze mój mąż jest narkomanem.Wydawało mi się,ze bedę inaczej traktowana.Jednak reakcja ludzi jest zaskakujaca.Nie robią z tego "wielkiego halo".Przyjmują to naturalnie i oferują pomoc.Tylko rodzina męża zamartwia sie co ludzie powiedzą,ale dla nich to zawsze liczyło sie najbardziej.Dziekuje,ze podzieliłaś sie swoimi doswiadczeniami.Odkad zerknęłam na portal Monaru wiem,ze nie jestem sama z takimi problemami.
    Również życze spokojnych swiąt.
  • Posted: 23.12.2005, 16:16
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Krebos pewnie to był dla Ciebie cios ze strony teściowej stwierdzeniem abyś ich nie odwiedziła w święta. Nie przejmuj się nie można się przejmować takimi ludzmi. Są to osoby zakłamane i mające tak naprawdę bardzo spaczone wartości życiowe. Dla nich nie jest ważna prawda i rzeczywistość jak i prawdziwa bezinteresowna miłość. Robią szystko na pokaz. Ja takim ludziom naprawdę współczuję. Oni są naprawdę bardzo ubodzy uczuciowo, nie potrafią tak naprawdę kochać nikogo za wyjątkiem pewnie samych siebie. Tak to już jest na tym świecie. Na szczęście jak ja byłem na leczeniu i teraz jak jest mój syn, my zawsze mieliśmy i mamy wsparcie w najbliższej rodzinie żony jak i mojej. Mamy to szczęście i dopiero teraz po Twoim poście zdałem sobie z tego sprawę. Może tak się dzieje, gdyż zawsze bardzo byliśmy blisko naszych rodzin i wzajemnie się sznujemy jak i każdy z rodziny zdaje sobie sprawę z tego że uzależnienie jest chorobą i każdego może to z nas dopaść. Jest takie piękne powiedzenie w AA- trzeba dać czas czasowi- i się wszytko po mału ułoży. Będzie dobrze. :wink:
  • Posted: 23.12.2005, 23:04
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Cieszę się Jozefaa,ze mól post pozwolił Ci cos dostrzec.Kolejny okruch dla którego warto zyć.Synowi jakoś wyjasnie dlaczego nie moze iśc do babci i dziadka.Boję sie jak mąż to przyjmie.Całe zycie starł sie sprostać oczekiwaniom wiecznie nie zadowolonej matki.Nawet jesli mówi,ze tak nie jest,wiem ze zależy mu na akceptacji własnej rodziny.Wierzę,ze w ośrodku nauczą go radzić sobie i w takiej sytuacji.I mam nadzieję,ze moja miłość i syna bedzie wystarczająca.
  • Posted: 23.12.2005, 23:39
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Myślę, że nie mów mężowi o tym zdarzeniu narazie. Było by mu naprawdę ciężko z tego powodu i tak ma napewno bardzo silne poczucie winy. A dla niego to tak naprawdę teraz się liczy tylko właśnie Twoja i syna miłość i wsparcie. Wiem po sobie jakie ja miałem straszne poczucie winy. Ile się musiała terapeutka ze mną napracować aby mi to mineło. Pocucie winy to straszna rzecz dla osoby uzależnionej jak i współuzależnionej. Trzeba tą sprawę naprawdę dokładnie przepracować aby później ono nie wracało. :)
  • Posted: 24.12.2005, 23:02
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Wiem,ze nie powinnam mówićjak traktuje mnie jego matka,ale wiem tez,ze jak zapyta wprost nie bedę potrafiła skłamac.Po sześćiu tygodniach pobytu męża w ośrodku moglismy dzis 5minut rozmawiać przez telefon ;-)Dowiedziałam się,ze nasz pobyt w ośrodku dodał mu wiele sił.Mówił,ze ma w sobie dużo pozytywnej energii.Tak też brzmiał jego głos.Cieszę się bardzo,ze potrafimy dać mu wsparcie.Cieszę sie też,ze mogę korzystać z Waszych doświadczeń.I dziekuję Wam za to.Za kazde słowo.
  • Posted: 28.12.2005, 19:33
     
    breek
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.01.06
    postów:
    70
    [quote=krebos]Wiem,ze nie powinnam mówićjak traktuje mnie jego matka,ale wiem tez,ze jak zapyta wprost nie bedę potrafiła skłamac.Po sześćiu tygodniach pobytu męża w ośrodku moglismy dzis 5minut rozmawiać przez telefon ;-)Dowiedziałam się,ze nasz pobyt w ośrodku dodał mu wiele sił.Mówił,ze ma w sobie dużo pozytywnej energii.Tak też brzmiał jego głos.Cieszę się bardzo,ze potrafimy dać mu wsparcie.Cieszę sie też,ze mogę korzystać z Waszych doświadczeń.I dziekuję Wam za to.Za kazde słowo.[/quote] Wasza milosc bedzie dla niego podpora, ktorej napewno bardzo potrzebuje...Ciesze sie, ze ma w sobie duzo pozytywnej energii. To juz cos! Trzymajcie sie cieplutko... :)
  • Posted: 29.12.2005, 18:31
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Myślę,że przeraził się tego co zrobił z własnym zyciem.Zobaczył ile stracił i ze moze tez stracić nas.Nie wierzył,że bedę chciała z nim zostać po tym wszystkim.Jednak na trzezwo jest człowiekiem,za którego wyszłam.Wierzę.ze uda się nam zacząć wszystko od nowa :) Pozdrawiam i dziekuję za ciepłe słowa.
  • Posted: 03.01.2006, 22:32
     
    breek
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    21.01.06
    postów:
    70
    Krebos, mysle ze masz w sobie naprawde duzo nadziei i sily do walki. Nie musisz jej[b] szukac[/b]. Postaraj sie jej [b]nie stracic.[/b]..Jesli kochasz, to walcz o niego i wspieraj go w walce. Napewno dacie sobie rade... :)
  • Posted: 10.01.2006, 09:06
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    No i zgodnie z obietnicą piszę dalszy ciąg z terapii mojego syna. I stało się! Zamiast samodzielnego przyjazdu do domu wielka zniżka. Wczoraj dzwonili do nas z ośrodka ok.godz.17, że ma od 2 dni wielką zniżkę i chce wracać na siłę /dosłownie/ do domu. A tak dobrze parł do przodu, jak burza. I się zachłysną! A mieliśmy już nadzieję, że tą trzecią przejdzie o wiele łagodniej / chociaż jednak nie dał na razie nogi z ośrodka choć chciał/ i mamy nadzieję, że sobie jednak poradzi. Pokona tego wstrętnego robala!! Mamy nadzieję, że to jest już na pewno ta ostatnia. Tak to niby jest, że są trzy duże zniżki tak nam mówili na początku – 1 po ok. 2-3 m-cach, 2 po ok.6-8 m-cach i 3 po 14-15 m-cach około oczywiście bo to może różnie przebiegać indywidualnie i u syna to się jak na razie dokładnie sprawdza. Dlatego dyrekcja i terapeuci nie zgadzają się na krótszy okres leczenia w ich ośrodku a NFZ ich też strasznie ciśnie /ale się nie dają!!!/ bo nie widzą sensu w tym, aby wypuszczać ludzi przed przejściem tych 3 zniżek i poukładaniu sobie wszystkiego dokładnie przed wyjściem. Całe leczenie by poszło na marne bo by tego i tak sami nie wytrzymaliby na zewnątrz i by przerwali abstynencję a przynajmniej jak nie 100% to duża większość by nie dała rady. I po naszych doświadczeniach przyznaję im całkowitą rację. Było naprawdę ciężko jak przyjechaliśmy przyszedł do na s z plecakiem spakowany i za żadne skarby świata nie chciał zostać. On już sobie poradzi na pewno nie będzie brał i tak dalej same pierdoły, całkowicie chore myślenie. A z czasem nam powiedział /zresztą tak też mówił terapeutom,/ że bardzo się wstydzi tego, że tak narozrabiał przez te 2 dni i wstydzi się społeczności, nie będzie mógł im w oczy spojrzeć. Tak wyolbrzymiał problem, że aż brak słów. Z naszej strony jakby wyczuł choć odrobinę niepewności w tym, żeby go może jednak zabrać z ośrodka to byłby już koniec nie popuściłby. Jak komuś zależy na tym, aby się jego bliska osoba leczyła i ukończyła terapię to pamiętajcie NIE MA INNEJ OPCJI, NAWET CIENIA WATPLIWOŚCI, nie może wyczuć, zostaje w ośrodku dopóty, dopóki nie skończy terapii i terapeuci powiedzą, ze jest gotowy na wyjście i życie na zewnątrz. Nigdy nie może mieć dane jakiejkolwiek nadziei , że ma powrót do domu przed końcem terapii. Bo na pewno to wykorzysta, tą naszą niepewność i da dyla do domu i cała praca o kant tyłka rozbić, wszystko na marne. Jest to naprawdę trudne jak kochany syn, błaga że tak długo już jest i to mu wystarczy tyle leczenia /a widać oczywiście w jego zachowaniu zupełnie coś przeciwnego, całkowity nawrót choroby, choć można dać się łatwo otumanić/, że na pewno nie weźmie, będzie do szkoły chodził i tak dalej to można łatwo dać się nabrać, a na pewno serce pęka z bólu zwłaszcza matkom a nie można za żadne skarby świata tego pokazać. Twarda miłość jest naprawdę bardzo trudna ale na pewno także niezbędna. Wiele razy używam tego określenia, że tak trzeba i inaczej nie może być a jak stale ona boli i to naprawdę bardzo. Mamy nadzieję, że poradzi sobie już dalej z tą zniżką i znowu pójdzie jak burza do przodu. Trzymajcie za nas kciuki, a wierzących proszę o modlitwę o siły dla synka pa kochani idę spać bo całą noc nie udało się zmrużyć oka. Żonka też teraz biedna dopiero zasnęła. :cry: Ale myślę będzie dobrze, poradzi sobie, musi.Chociaż jak wczoraj po 24 wyjeżdżalismy zośrodka to jeszcze nie miał za szczerych oczu. :roll:
  • Posted: 10.01.2006, 21:58
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    04.04.07
    postów:
    55
    Jak tu nie wierzyć w zbiegi okoliczności:-)Weszłam na portal,bo przyszedł dzis list od męża.Pisze zebym sobie jednak poukładała zycie od nowa,ze ma ochote wyjsc,ze nie wierzy ze sie wyleczy,ze ma ochote ćpać itd. Bardzo mnie zmartwiły jego słowa.Pomyslałam,ze zajrze tutaj i znajduje słowa Jozefy o znizkach.Trochę mi ulzyło,ale z drugiej strony zaczełam sie martwić.Nie mam jak z nim porozmawiać,bo jeszcze przez dwa tygodnie nie ma prawa do telefonów.Z tego co sie zorietowałam z listu,nie przekazuja mu tego o co prosze gdy dzwonie.Tu sie nie dziwie bo mają tyle zajęc,a kazdy prosi o przekazanie kilku słów,kazdy moze zapomnieć.Napisałam list,ale czasem długo trwa zanim go SOM przeczyta.Czuje się bezsilna.Co powinnam pisać żeby mu pomóc przetrwać?
  • Posted: 10.01.2006, 22:31
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Przypomnij mu słowa przysięgi małżeńskiej- że Cię nie opuszczę aż do śmierci- i będziesz na niego zdrowego kochanego mężusia zawsze czekać, bo znalazłaś już tą drugą kochaną połowę której przysięgałaś. I nie ma takich głupot wypisywać /dosłownie głupot/ tylko się brać w garść i nie lamentować, bo ma szybko zdrowieć bo tesknisz bardzo za zdrowym mężusiem. I ma być spokojny o ciebie i/ bo to różne myśli włażą do głowy przez robala, że może znajdziesz innego itp. w tym czasie/ i że ma teraz skupić się na leczeniu to szybko ten czas Wam minie i będziecie znowu razem. Pamiętaj, że on w tym czasie nie myśli logicznie jak ma zniżkę to chore naprawdę myślenie. Twardo ale z miłością, nie zostawiaj mu furtki. Bo to nie pisał on tylko choroba, chore myślenie, zniżka, święta itd.. Życzę wytrwałości i wiele sił mężusiowi.
  • Posted: 10.01.2006, 23:55
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Jest bardzo późno, ale muszę się z Wami podzielić choć krótko radością. Synuś właśnie dzwonił i już wraca na dobre tory!! Zupełnie inny głos i inne myślenie. Chce zapomnieć jak najszybciej te dwa dni i odbudować zaufanie wśród społeczności. Kończy leczenie nie ma innej opcji- jego słowa!!. Ułożył plan i go realizuje ostro. A co by było jakbyśmy się poddali i go zabrali?....lepiej nie myśleć o tym bo aż strach. Terapeuci i neofici mówią prawdę twarda miłość. On by chyba sam miał do nas po czasie wielkie pretensje jakbyśmy się poddali i go zabrali do domu. Największy błąd w życiu byśmy zrobili. Pozdrawiam już z uśmiechem. :lol:

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 [+1]

Otwarty Portal Monaru