<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 08 lipca 2020, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:10561

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:18
W tym miesiącu:5778
W tym roku:208983
Ogólnie:3783769

Od dnia 08-01-2002

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 [+1]

Do dołu
Leczenie- jak się odbywa w innych ośrodkach.
  • Posted: 16.01.2006, 20:35
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Masz rację źle się wyraziłem w tym zdaniu. Bo to on sięga po narkotyki mógł znaleźć inne wyjście z trudnej sytuacji, to prawda. Ale zazwyczaj jak się siega po wspomagacze to jest się pewnym że to tylko od czasu do czasu bo jest mu wtedy natychmiast lżej w tych częstych, powtarzających się stresujących sytuacjach wytrwać. I nie wiadomo kiedy staje się uzależnionym. Tak jest, że człowiek siega po wspomagacze bo to łatwe i działa natychmiast i napewno wtedy nie myśli o tym, że sie uzależni i zbabra sobie życie, zamiast np. iść do poradni małżeńskiej czy psychologa. Tak się często dzieje jak sie nie rozmawia, jak traci się wsparcie u kochanej drugiej połowy - ja tak myślę. Nie usprawiedliwiam poprzez to picia, ćpania itd. bo nic tego nie może usprawiedliwić. Ale z moich obserwacji tak to zauważam. Oczywiście nie zawsze tak bywa jest to oczywiste.
  • Posted: 17.01.2006, 19:00
     
    Marysia
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     maj 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    07.04.08
    postów:
    24
    W moim przypadku było tak, że jak poznałam Daniela, to był już dość długo uzależniony (kilka lat). Ukrywał to w pewnym sensie, a ja nie dostrzegłam podstawowych sygnałów, więc wszystkie relacje w sumie opierały się na chorym gruncie. Ale wierzę, ze jego uczucie było szczere, choć niedojrzałe i "skażone" przez chorobę.
    Są dni, kiedy chcę wierzyć, że wszystko sie ułoży,bo znam wielu wspaniałych ludzi, którzy z tego wyszli, ale czy on będzie jednym z nich? zobaczymy:)ważne , że zmierza w dobrym kierunku, oby tak zostało.
    Pozdawiam wszystkich:)
    P.S. Józefaa ma rację, że leczenie współuzależnienia daje wiele korzyści, widzę je u siebie, nauczyłam się dzięki temu wielu przydatnych rzeczy nie tylko w relacjach z uzależnionym, ale ogólnie z ludzmi.
    Teraz połowę świata wysłałabym na jakąś terapię, zawsze można się o sobie czegoś nauczyć i coś zmienić na lepsze:)
    Ale sie rozpisałam:)))
  • Posted: 18.01.2006, 11:29
     
    milunia
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.05.06
    postów:
    27
    Ja też bym chciała brać udział w terapii dla współuzależnionych, jednakze z mojego miasteczka musiałabym dojeżdzac kawałek drogi :( Mieszkałam z męzem narkomanem, potem z bratem narkomanem...odwiedzam ich w ośrodkach (na szczeście sami tego chcieli), ale myśle że ja też potrzebowałabym jakiegoś wsparcia, bo niestety nikt nie potrafi mnie zrozumieć...prosze nie posądzać mnie o skrainy egoizm, poprostu troszeczke nie radze sobie. Poza tym, co powinno być absurdalne, czułam się gorsza, dlatego, że nie brałam (a może bardziej- przestałam brać w odpowiednim czasie) i miałam wrażenie,ze całe "to" towarzystwo śmiało sie ze mnie...Tak było...a teraz czas pokaże.pozdrawiam. :)
  • Posted: 18.01.2006, 19:45
       
    admin
    oceń:
    admin admin
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    06.07.17
    postów:
    574
    o jakim miasteczku mówisz ?

    ...gdyby w życiu były same piękne chwile

    nie wiedziałbym że żyję...

  • Posted: 18.01.2006, 22:33
     
    milunia
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.05.06
    postów:
    27
    W Zduńskiej Woli, gdzie mieszkam, jest jedynie punkt konsultacyjny, prawdopodobnie nie cieszący się dobra opinią :(
  • Posted: 01.02.2006, 20:59
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    [b]No i koniec tematu.[/b] Syn został usunięty z ośrodka. Właśnie go przywieźliśmy do domu z ... psem. I tak się zakończył pewien okres w naszym życiu. A tak dobrze szedł i stanął czyli do tyłu poszedł. Tym razem nie kazali nam przyjeżdżać do ośrodka. Mówili że zadzwonią jak będziemy potrzebni. No i zadzwonili jak wykluczyli go ze społeczności i zaczeli go pakować żeby go zabrać do domu jak chcemy. A tyle razy nam udawało się go przekonać. Tym razem jak pojechaliśmy stał już wyrzucony za bramą z bagażami. Było za póżno nie udało już się nic zrobić. Jedynie zabrać rzeczy i psa, a jego zostawić na mrozie. Nie miałem sił tego zrobić. Oczywiście mówił, że może iść do innego ośrodka byle już dłużej nie być w Zapowiedniku nie może już znieść tam dłużej pobytu i takie tam duperele. Ma dość, jest zbyt długo - tak gadał. Oczu nie ma takich jakby za mgłą, jak wtedy kiedy chciał opuścić wcześniej ośrodek. Ale czy się sam nie oszukuję, że może jednak mu starczy już tego pobytu mimo, że nie dokonczył leczenia? Wątpię! W każdym bądz razie stało się i nie ma już powrotu do Zapowiednika. Tyle pracy i zachodu i naprawdę pójdzie to wszystko na marne??? Kurde /przepraszam/ nie wiem naprawdę. Dzięki za wsparcie chyba zawaliłem. Pozdrawiam Was i jeszcze raz dziękuję. :cry: Nie wiem co dalej robić. Muszę to premyśleć. Spadło to na nas jak grom z jasnego nieba.
  • Posted: 01.02.2006, 21:02
       
    Baśka
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     lipiec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    24.07.11
    postów:
    677
    Sorki, jozeffa może nie mam prawa się wymądrzać, ale to nie ty nawaliłeś, a twój syn. TO NIE JEST TWOJA WINA.


    "Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel Garcia Marquez
    [IMG]http://img219.imageshack.us/img219/3504/eyes2qc3kz4di5.jpg[/IMG]
  • Posted: 01.02.2006, 21:45
       
    Margaret
    oceń:
    pretendent pretendent
    zarejestrowany:
     marzec 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    15.12.06
    postów:
    67
    Józef, jak słusznie zauważyłeś to tylko koniec jednego z etapów. Może było mu potrzebne takie wydarzenie?? Może jego motywacja wzrośnie a zaufanie do samego siebie i swoich możliwości spadnie do odpowiedniego poziomu??
    Wiem, że to trudne, ale powiedz sobie: wszystko, co go nie zabije, to go wzmocni...
    Myślami jestem z Tobą.
    I rzeczywiście - szukanie winy w sobie nie jest dobrym pomysłem :?
  • Posted: 01.02.2006, 22:54
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Dziękuję Wam z miłe słowa. Szukamy teraz razem jakiegoś ośrodka. Może gra a może faktycznie chce iść gdzie indziej na krótszy termin. Gdzie więcej terapii będzie. Sam nie wiem co jeszcze zrobimy. Ale napewno nie damy się!!! Dodaliście nam sił. Dzięki pa do dalszej pracy czas.
  • Posted: 01.02.2006, 23:27
     
    milunia
    oceń:
    nowicjusz nowicjusz
    zarejestrowany:
     październik 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    23.05.06
    postów:
    27
    Mój brat (22 lata) został usunięty z dwóch ośrodków (za brak współpracy i poprawy w leczeniu-...dziwne) ...I to właśnie wtedy jak zaczeliśmy przyzwyczajać sie do spokoju...Boże jak wygladała moja mama, kłębek nerwów...Wrócił i co??? Nacieszył sie "wolnością" ...i wiedział że musi znależć kolejny ośrodek. Wyjechał, pożegnaliśmy go ponad rok temu...i nie wraca.Tam jest mu dobrze..A w sobotę odwiedze Go... :) 3mam kciuki!
  • Posted: 02.02.2006, 18:38
    **nieznany użytkownik**
    oceń:
    domownik domownik
    zarejestrowany:
     grudzień 2004
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    30.05.09
    postów:
    59
    kochany Jozefaa;zmartwiło mnie to ,bo jestes zawsze z nami i służysz rada i pocieszeniem a tu nagle i tobie z synem coś nawala;myslę ,że powinniście wykorzystac jego chęć zmienienia osierodka a nie wogóle zaprzestanie leczenia ;niestety ja nie wiele mogę ci w tym temacie zaradzić ale piszę bo sercem i myslami jestem z wami...trzymam kciuki za twojego syna przekaż mu ,że ma b.dobra motywację do leczenia się a to juz większa połowa sukcesu..pozdrawiam....
  • Posted: 02.02.2006, 19:16
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Dzięki narazie jest dobrze. Byliśm razem teraz wieczorkiem na spacerze z psami. Każdy ze swoim. Musi się przyzwyczaić do niby nowego otoczenia. Myślę, że sobie poradzimy i widać, że nie chce brać jak narazie. Terapeuci zTorunia mówili, że jak na jego młody wiek 15 miesięcy to dość długi okres leczenia zamniętego, bo może mieć problemy z życiem na zewnątrz. I myślę że chyba ma jednak rację. Bo dlaczego po leczeniu i ukończeniu leczenia wracali do ośrodka i siedzą tam a nie na zewnątrz. Chyba nie potrafią sie przystosować. Bartek mówi, że też sie dziwnie czuje jak chodziliśmy. Bo już długo nie był na zewnątrz ostatnio w domu a potem zabrali im wszystkim przepustki bo mieli doła. To jest około 2 miesięcy nikt nie wychodził na zewnątrz. Ale jutro jedziemy razem /będzie sie uczył przy okazji jezdzic, bo pewno już wszystko zapomniał/ do Zakroczymia pod Warszawę to sobie pogadamy. Nie pamiętam kiedy ja byłem na spacerze, kurcze a z synem to chyba nigdy. A dziś byłem. Nawiązałem kontakty z Toruniem i myślę że sobie poradzimy. Ważne że nie chce brać i widać że jest to szczere. Pozdrawiam I dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz za serce i wsparcie jakie to jest naprawdę ważne dla nas. Mam nadzieję, że z czasem i syn będzie na tej stronie brał czynny udział. :wink:
  • Posted: 02.02.2006, 22:36
     
    stempel
    oceń:
    monarowiec monarowiec
    zarejestrowany:
     wrzesień 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    25.11.06
    postów:
    110
    Pewnie Józeffa, że wyjście z ośrodka to nie koniec świata. Teraz chłopak niech chodzi na grupy i przystosowuje się do życia na zewnątrz a ma już bardzo dobre podstawy do tego po tak długim pobycie. Mój chłopak jak pisałam wcześniej wyszedł po 4 -ach i będzie niedługo jechał do innego ośrodka na 8 m-cy a już po tak krótkim okresie widze pozytywne zmiany. Także głowa do góry i trzymam kciuki za Was :D

    ewe
  • Posted: 10.02.2006, 18:51
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    Witam po przerwie w temacie. Byliśmy razem /czyli żonka, syn i ja, nie wiem może jeszcze byśmy mogli zabrać córkę ma 13 lat terapeuta się pytał o nią, jak uważacie?/ na spotkaniu tak jakby organizacyjnym w Centrum Profilaktyki i Terapii Uzależnień i Współuzależnień w pobliskiej nas miejscowości u nas nie ma nic takiego za mała miejscowość. I znaleźli coś dla nas i syna. Będziemy mieli z żoną terapię i spotkania z terapeutą a i Bartek bardzo się cieszy bo też będzie miał spotkania indywidualne i w grupie z osobami po leczeniu. Także mam nadzieję, że wspólnie zaczniemy się pozytywnie rozwijać. Cieszę się bardzo z tego, że w końcu moja żona będzie zaciągać fachowej pomocy bo bardzo tego potrzebuje. Może będzie Jej lżej znosić te ciągłe obawy i zajmie się trochę sobą. Bo naprawdę bardzo cierpi, współuzależnienie to ciężka choroba. Mam nadzieję, że te spotkania będą dla nas bardzo pomocne. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję jeszcze raz za słowa otuchy. Jesteście jak to kotunka napisała prawdziwą fajną rodzinką dzięki Wam za to z całego serca.
  • Posted: 06.08.2010, 16:00
       
    jozefaa
    oceń:
    neofita neofita
    zarejestrowany:
     marzec 2005
    Status:
    off-line
    ostatnia wizyta:
    08.03.20
    postów:
    2208
    No i wreszcie po 5 latach walki z chorobą syna WYGRALIŚMY!! Ciężkie to były lata ale wiele nas to też nauczyło. W 2008 roku ukończył wreszcie leczenie i obecnie żyje w trzeźwości. UDAŁO się!! :-)

    Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali
    Jan Paweł II, częstochowa, 18.VI.1983

    Nie potrafi przebaczyć innym, kto sam nie zaznał przebaczenia.
    Jan Paweł II, Z przemówienia do młodzieży, Watykan, 1999 r.

Przejdź do strony: [-1] 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 [+1]

Otwarty Portal Monaru