<!-- [site-name] -->
Witaj gość - dzisiaj jest środa, 19 czerwca 2019, 

pamięci Marka

Biografia
Marka Kotańskiego
Historia Monaru
"Ty zaraziłeś ich
narkomanią"

"Daj siebie innym"

nasze menu

 strona główna
 nasze linki
 FAQ - pytania i odpowiedzi
 nasze pliki
 nasze bLogi
 nasza galeria
 nasza księga gości

 PLACÓWKI MONARU


nasz najnowszy link

Click

Belgijski Gabinet Terapii Uzależnień
Witamy Ciebie na stronie Belgijskiego Gabinetu Terapii Uzależnień działającego w Belgii od 2014 roku...
odsłon:8771

nasze linki ]

trochę wiedzy o...

 narkotykach
 narkomanii
 narkomania w literaturze
 narkomania w filmie

nasz bLogariusz

licznik odwiedzin

Dzisiaj:249
W tym miesiącu:22467
W tym roku:187385
Ogólnie:3332172

Od dnia 08-01-2002

Makondo.


Ten blog należy do użytkownika: szuwar.



Strona główna blogu

Kategorie

Moje strony


Dostępne są także strony

Księga gości

Jeśli chcesz, możesz dodać wpis: Księga gości.

Kanał RSS

RSS FeedJeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:

Wszystkie blogi

Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!

...wszystkie blogi

Nowicjat

 


Sala społeczności to największa sala w domu. Mieści się na parterze obok wejścia. Tuż przy drzwiach, na stalowym wysięgniku wisi dzwon z konopnym sznurem. Każdy członek społeczności może podejść i zadzwonić. Na sygnał dzwonu każdy kto go usłyszy musi przerwać to co właśnie robi i przyjść na salę. W Makondo zwyczaj nakazuje że do zwołania społeczności dzwoni się trzy razy, do zwołania zarządu albo na imprezę - dwa. Jeden raz dzwoni się na posiłki. To niepisane prawo, wyjątki jednak się zdarzały. Andrzej Blaszka, który leczył się gdzie indziej, a u nas był wychowawcą lubił dzwonienie alarmowe - uderzał kilkanaście razy. Podobał mi się ten styl zwoływania społeczności, sam jednak tylko raz ośmieliłem się zadzwonić w ten sposób. Dzwon i sala społeczności stanowią w Monarze elementy swoistego sacrum. Popularna definicja monarowska mówi że podczas zebrania społeczności toczy się walka o życie. Brzmi to demagogicznie, jest w tym jednak sporo prawdy. Kiedy o godzinie drugiej w nocy odzywa się dzwon, ludzie powoli schodzą się zaspani, pytając się wzajemnie co się stało, a na końcu na środek sali trafia nieumyta szklanka - łatwo można wytłumaczyć sobie że cieć się nudził i znalazł sobie rozrywkę. Mogło tak być. Nie zmienia to faktu że w zlewie stała nieumyta szklanka.

Bywało że - jeśli nikt się nie przyznał, że to on zostawił - cała społeczność biegała kółka po trelince. Mówiło się wtedy "ktoś będzie ćpał" albo wbijało się anonimowi brzydkie słowa. Z perspektywy czasu widzę ile jest warta mozolna, codzienna walka o uczciwość. Jak wspomniałem wcześniej, wyrzucili mnie z poprzedniego ośrodka właśnie za jej brak. Dlatego W Majdanie powiedziałem sobie - będę zawsze postępował tak, jakbym był obserwowany. To może brzmi głupio, ale to założenie pozwoliło mi uniknąć bardzo wielu pułapek. Olo śmiał się ze mnie że wchodzę w bajerę o ćpaniu z wszystkimi nowicjuszami, oni wyjeżdżają, a ja zostaję. Byłem jednak egoistą, wiedziałem że nie warto się zrywać przed czasem. Czekałem na duże makówki. Nie spieszyłem się. Wciąż miałem pieniądze na bezwodnik. Czas płynął, ja czułem się coraz lepiej. Gdzieś na początku czerwca przyjechał Kwadrat. Pracowaliśmy wtedy przy trelince. Pamiętam że w pierwszy dzień swojego pobytu został rozpisany do pracy ze mną. Ładowaliśmy po pięć trelinek na taczkę. Pchaliśmy ją po ziemi ogrodowej, bo piasek wysypany na drodze uniemożliwiał jazdę. Mój współpracownik ledwie pomagał mi podciągnąć koło na krawężnik a potem szedł obok, powłócząc nogami. Kiedy skończył leczenie mógłby załadowaną taczkę wziąć pod pachę i przenieść. Wtedy jednak powiedział mi że zazdrości mi siły. Był to jeden z pierwszych momentów gdy zacząłem oddalać w czasie perspektywę przyćpania. Sam zresztą zacząłem popadać w typową euforię płynącą z poczucia mocy. Ciągle jednak tematem numer jeden wszystkich moich myśli były narkotyki. Czasami, kiedy chęć ćpania walczyła coraz silniej z chęcią życia, marzyłem żeby wycięto mi kawałek mózgu razem ze wspomnieniami. Kiedy jechaliśmy na przyczepie ciągnika na mecz, moja głowa chodziła jak peryskop, ja zapamiętywałem obiecujące miejsca. Wciąż jednak czekałem, bo nie warto było jeszcze wyjeżdżać. W społeczności zwykle robi się typowanie najsłabszych elementów. Nie jest to mile widziane przez kadrę ale nieuniknione. Zawsze byłem na pierwszym miejscu listy. Ratował mnie rozsądek. Nie chciałem żeby mnie wyrzucili, szczerze mówiąc bałem się tego. Rozbiłoby to mój misternie utworzony plan ćpania jak najdłużej. Wciąż czekałem. Minęło jakieś pięć tygodni. Znowu jechaliśmy na Zagłębocze. Moje pieniądze były zamknięte w kasie SOM-u. Przed wyjazdem jeden z domowników zwany Pleśniakiem od nazwy ciasta które umiał piec, zapytał czy mogę mu pożyczyć te pieniądze, bo on zostaje i czeka na przesyłkę. Wiedziałem że na obozie będzie luz i nie warto się zrywać a kiedy przyjadę z powrotem będzie już lipiec - makowe eldorado. Pożyczyłem mu. Na obozie zacząłem odbierać pewne dosyć interesujące wrażenia wzrokowe. Było to całe spektrum linii, wypukłości, załamań, o strukturze przepięknej, w najbardziej fascynujących fragmentach odzianych w kostiumy kąpielowe. Chodziły, leżały, biegały, tańczyły. Było gorąco więc było ich sporo. Narkotyki pokrywają postrzeganie czymś w rodzaju kurzu, smogu. kiedy odchodzą z organizmu pojawia się nowa jakość widzenia świata. Dostrzega się prawdziwy błękit nieba, kolory kwiatów i oczywiście urodę kobiet. Możliwość usłyszenia brzmienia głosu takiej boskiej istoty staje się szczęściem. Tak jak kiedyś z przyczepy na pierwszy rzut oka wiedziałem gdzie rośnie mak, tak teraz moje oczy natychmiast wyławiały w tłumie te najpiękniejsze. To była kolejne euforyczne odkrycie. Byłem zafascynowany. Opowiedziałem o tym komuś. Skwitował krótko - standard.

Był z nami nowicjusz który przybył kilka dni przed wyjazdem. Kiedyś podszedł do mnie i pokazał portfel "znaleziony" w prysznicach. Zapytał, jedziesz ze mną? Byłem tak zaskoczony że nie zdobyłem się na to. Wiadomo że we dwójkę raźniej. Zanim zacząłem żałować decyzji, jego juz nie było. Znowu zacząłem się wahać, planować co zrobię. Miałem swoje pieniądze, mak rósł. Postanowiłem opuścić ośrodek po powrocie z obozu. Odbiorę swoje pieniądze i wyjeżdżam. Kiedy wróciliśmy Pleśniaka nie było.

Powiedziałem Olowi o incydencie z portfelem, bałem się że posądzą mnie o współudział w kradzieży, zamiast tego zarzucili mi głupotę. Powinienem natychmiast zgłosić to do SOM-u.

Może ten chłopak dziś by żył.

Ten początkowy okres mojego pobytu muszę uznać za niezwykłe szczęście, niektórzy nazwaliby to opatrznością. Byłem ciągle pół kroku od narkomanii, setki razy chciałem jechać stamtąd, drobne tylko rzeczy powstrzymywały mnie. Myślę jednak że tak naprawdę działał instynkt samozachowawczy i to on kazał mi wciąż czekać, aż wreszcie było za późno na wyjazd.

Kiedy zobaczyłem że Pleśniaka nie ma, zamiast złości odczułem ulgę.

Liczba wyświetleń: 1309


panel użytkownika

Witaj przybyszu

Rejestracja jest całkowicie niezobowiązująca i umożliwia dostęp do wszystkich obszarów tej strony.
Dołącz do Nas!
Użytkownik:


Hasło:


Zapamiętaj mnie

Użytkownicy:  Użytkownicy:
Ostatni:  Nowy dzisiaj: 23
Ostatni:  Nowy wczoraj: 110
Ostatni:  Razem: 53885
Ostatni:  Ostatni:
plums129fj
Użytkownicy:  Online
Użytkownicy:  Użytkownicy: 0
Gości:  Gości: 28
Razem:  Razem: 28
Użytkownicy:  Użytkownicy online
Brak użytkowników online

urodziny

Urodzony(a)19 czerwiec

- Dinka (42 lat) female

nasze quizy

zobacz wyniki

nasze dowcipy

  · Ciekawy
  · Seks na 2 ręce;)
  · czym stuka chleb w piecu?
  · Dziadek
  · dziadek

nasi najlepsi gracze :-)

1: Baśka (233)
2: lukasz25 (219)
3: Hefaren (122)
4: a-psik (113)
5: legionnaire (102)

Pokaż im, kto tu rządzi!
Zobacz najlepszych graczy...

nasz pokój gier

Climber


1. lukasz25: 16
1. Baśka: 16
1. dziewczynka0: 16

Wybierz sobie grę!
Otwarty Portal Monaru